Młyn Klekotki, Godkowo nieopodal Pasłęka – opowieść o skrajnościach.
  • 21 października 2016 13:13
  • 0

Nasza ocena: 7/10

Młyn Klekotki między Elblągiem, a Olsztynem to opowieść o skrajnościach i o tym jak można zepsuć fantastyczne miejsce.

Obiekt położony jest w absolutnej dziczy, co już samo w sobie jest rewelacyjne, i składa się z dwupiętrowego budynku hotelowego (który być może był kiedyś rzeczonym młynem), murowanej restauracji (kiedyś pewnie stajnia), jeszcze dwóch mniejszych budynków z pokojami oraz dużą „stodołą” spa. Teren jest niesamowity – zagubione w zieloności tajemnicze zaułki, „świątynie dumania”, mostki nad rzeczółkami, niewielki zalew gdzie można popływać łódką lub powędkować, leżaczki na wypielęgnowanej trawce, wokoło las… Miejsce z bajki.

Sprawdziliśmy jak można zjeść w restauracji. Usiedliśmy na cudnej urody tarasie, przy małej fontannie, nieopodal rzecznej kaskady i zamówiliśmy po zupie z kurkami, pierogi ze szczupakiem oraz lina w sosie koperkowym. Zupy pyszne i pełne grzybów, lin w sosie – niebo w gębie i pierogi jedne z lepszych jakie jedliśmy, z delikatnym ciastem. Śniadania również bardzo dobre, z dobrymi wędlinami. Przepiękne miejsce w którym można by zamieszkać… i tutaj wielka chochla dziegciu w beczce miodu: Dostaliśmy początkowo pokój na najwyższym piętrze w budynku bez windy. Obejrzeliśmy go sobie, ale natychmiast zmieniliśmy, bo i byliśmy dalecy od zachwytów i nie uśmiechało się nam ciągnięcie wózka po stromych i wąskich schodach na drugie piętro. Kolejny pokój, za recepcją, był na szczęście na poziomie gruntu i właściwie tyle dobrego o nim można napisać. Lokum to było niewielkie, z dwoma mało wygodnymi, metalowymi łóżkami o wystroju biednej chaty w skansenie. Do tego jeszcze brzydkie drzwi, ale to kwestia gustu. Sam pokój może jeszcze byśmy przeżyli, ale największym hitem tego pokoju była łazienka w stylu kolonijnym (tak, tak – nie kolonialnym, ale kolonijnym właśnie), czyli płytki rodem z sanatorium w PRL, obleśna zasłona prysznicowa, przerażające lustro i druciany wyrób półkopodobny. Nie przymierzając jak w podłym ośrodku wczasowym. Rano woda w prysznicu była ledwo ciepła. Cena 380 zł za te luksusy… Niestety, do pokoju trafiliśmy na początku naszego pobytu w Klekotkach i mieliśmy wielką ochotę się stamtąd zabrać. Na szczęście ochłonęliśmy i daliśmy się porwać przepięknemu otoczeniu.

Drodzy przyjaciele zatem: Jeżeli wybierzecie się do Hotelu Młyn w Klekotkach to bądźcie przygotowani na duże wrażenia – fantastyczne okoliczności przyrody, pyszna kuchnia i zakwaterowanie wołające o pomstę do nieba. Ewentualnie po prostu przyjedźcie bez noclegu.

*Hotel przyjazny dzieciom

Komentarze: 0