Grand Hotel Boutique, Rzeszów – łyżka dziegciu w beczce miodu.
  • 20 grudnia 2016 19:23
  • 4

Nasza ocena 7/10

Na przestrzeni nieco ponad roku mieliśmy okazję odwiedzić w Rzeszowie dwa bratnie (bo, podobno, właścicielsko tożsame) hotele, zlokalizowane na starówce. O ile pierwszy, czyli Hotel Bristol (opisujemy tutaj: http://enjoye.pl/hotels/hotel-bristol-rzeszow-design-az-milo/ ) można określić jako piękną, młodą i modną dziewczynę, tak Grand Hotel Boutique, który tym razem odwiedziliśmy, to raczej stateczny, dystyngowany dżentelmen.

Hotel ulokowany jest w dwóch kamienicach, spiętych szklanym dachem. Wystrój to bardzo elegancka klasyka z drobnymi elementami szaleństwa w postaci dizajnerskich akcencików. Jednak w odróżnieniu od pięknej siostry, gdzie aż skrzy się od wnętrzarskich perełek, w Grandzie są one trochę schowane, jakby zawstydzone…

Więcej „wariacji” widać w pokoju. Dostaliśmy bardzo ładny, czysty i przestronny pokój, z łazienką „w środku” czyli oszkloną kabiną, której wnętrze można obserwować z całkiem wygodnego łóżka, co dla par jest bardzo ekscytującym dodatkiem. Oczywiście, można też kabinę szczelnie zasłonić. Oczywiście powędrowaliśmy też do strefy wellness. Okazało się, że jest tam basen, całkiem spory, jak na butikowy charakter hotelu, z idealną wodą. Na basenie, genialnie ocieplonym dekoracyjną, „leśną” ścianą oraz wygodnymi siedziskami i leżakami jest też jacuzzi, choć właściwie można to określić mianem baseniku z dyszami, gdyż gabaryty tej części są mocno słuszne. Pod basenem z kolei ulokowały się dwie sauny (sucha i parowa) i strefa wypoczynku. Dodatkowo mamy też tam okno, dzięki któremu możemy podglądać co się dzieje pod wodą na basenie. Niby strefa saun to wersja standardowa, ale za to przyjemnie zaaranżowana. Tylko dlaczego przez kilkadziesiąt minut pobytu w suchej saunie leciał ten sam (skądinąd fantastyczny) celtycki kawałek? Męskiej części Enjoy, która postanowiła porządnie wygrzać przeziębienie, owego utworu słuchało się z kilkudziesięciominutową przyjemnością, ale co na to inni goście hotelu? Na szczęście na basenie byliśmy zupełnie sami 🙂 Obsługa obiektu sympatyczna i pomocna…

I wszystko byłoby pięknie, gdybyśmy nie zawędrowali do działającej w hotelu Restauracji Patio. Na naszą obiadokolację zamówiliśmy: zupę krem chrzanowy, hiszpańską zupę rybną, supreme z kurczaka i polędwiczki wieprzowe. Atrakcje i atmosfera hotelu kazała nam oczekiwać także ciekawych wrażeń kulinarnych, ale niestety wieczór spędziliśmy tylko pod hasłem „ledwo zjadliwe”. Krem chrzanowy zjadliwy, ale, niestety, rozwodniony, właściwie nie był to krem. Zupa rybna, ledwo poprawna – odpowiednio pikantna, ale warzywa zbyt surowe, a ryby za mało. Potem wjechały dania główne. Kurczak również zjadliwy, ale w towarzystwie boleśnie nijakiej kaszy kuskus, która w całości została na talerzu, i kompletnie zbędnego, starego bobu w łupinach. Polędwiczki z kolei zupełnie bez polotu, położone na smutnie nudnym puree ziemniaczanym, musem, który wizualnie zapowiadał klęskę tego dania i wyciapanymi w puree warzywami w postaci czerwonej cebuli i papryki. Do tego lekko nieprzytomna obsługa. Ceny w porównaniu do tego co dostaliśmy na talerzach dalece za wysokie. Wszystko to sprawiło, że zdecydowanie najprzyjemniejszych wrażeń tego wieczoru dostarczył nam pan, który pięknie grał na fortepianie stare i nowe szlagiery. Niestety, restauracja mocno odstaje od poziomu trzymanego przez hotel, więc i na śniadanie już się nie skusiliśmy. Przy czym, o dziwo, w siostrzanym Bristolu kuchnia jest bardzo zacna… Dla porządku dodamy, że w hotelu działa ładnie urządzony drinkbar oraz cukiernia, oferująca bardzo ładne dla oka (nie próbowaliśmy) wypieki. Do dyspozycji jest też płatny parking (35 zł doba).

Podsumowując – hotel Grand to miły i wygodny butikowy hotel, który trzyma porządny, czterogwiazdkowy poziom i możemy go z ręką na sercu polecić, ale stołować się radzimy raczej „na mieście”. I niestety, kuchnia zaniża nam ocenę.

Komentarze: 4


4 comments on Grand Hotel Boutique, Rzeszów – łyżka dziegciu w beczce miodu.

  1. Sądząc po zdjęciu zupa rybna raczej na bogato, mule jak mniemam i ryby. To nie jest ryba w pomidorach tylko zupa z rybami. Jeżeli byłoby więcej ryb napisalibyście, że to nie zupa lecz danie główne w pikantnym sosie. Kurczak faszerowany, soczysty a nijaki bo pewnie spodziewaliście się trufli w środku albo złota, heh mentalność tego narodu jest okropna. Gdyby nie było bobu to pisalibyście, że danie bez dodatku warzywnego czyli kiepsko. Jak rozumem zostawiliście informację kelnerom lub poprosiliście kogoś z kuchni o komentarz w sprawie ledwo zjadliwych dań, które i tak zjedliście, pewnie pod karą śmierci hehe.

    • Sądząc po komentarzu , to albo Pan go nie czytał albo przeczytał bez zrozumienia. Jeżeli zupa rybna jest „na bogato”, bo zawiera mule, to właściwie dwie skorupy załatwiają sprawę? Jakie Pan zupy jadał? Z kolei nie wiemy gdzie Pan wyczytał, że kurczak soczysty? My tego nie pisaliśmy. Kurczak był nijaki i tyle jest tam napisane. Bób był zbędny i jakby go nie było to nic byśmy nie napisali. A zjeść zjedliśmy, bo jak napisaliśmy „było zjadliwie”. Nieprzytomnej obsłudze nie zgłaszaliśmy, bo i tak ledwo o nas pamiętała. Zjedliśmy, zapłaciliśmy i tyle. Kuchnia mogłaby się podszkolić, szczególnie, że po drugiej stronie rynku jest smacznie (Bristol), ewentualnie można podjechać do Blue Diamond albo do Szefa Krystiana Szymaniewicza. Nie będzie bolało. A jakby Pan poczytał trochę naszych kulinarnych opisów, to by Pan zobaczył, że w krytyce i czepialstwie jesteśmy nadzwyczaj łagodni. A jeżeli jest Pan związany z tą kuchnią, to radzimy się podszkolić u wyżej wymienionych, bo Rzeszowie można dobrze zjeść.