Hotel Ilan, Lublin – hotel „w kratkę”.
  • 16 listopada 2016 21:46
  • 0

Nasza ocena 5/10

Hotel Ilan to pierwszy na naszej długiej liście hoteli w Lublinie, które mamy plan wypróbować (taki nowy nasz projekt). Pomysł na hotel w dawnej Jeszywas Chachmej, Lubelskiej Szkole Mędrców, czyli uczelni talmudycznej, niegdyś największej na świecie, jest sam w sobie intrygujący, więc postanowiliśmy sprawdzić, jak tam jest.

Już na wstępie okazało się, że obsługa w hotelu jest bardzo uprzejma i życzliwa. Umożliwiono nam zwiedzenie działającej w hotelu synagogi i działającej przy niej „izby pamięci”.

Po wrażeniach kulturalnych zawitaliśmy do pokoju. Tak w drodze do niego, jak i wewnątrz mieliśmy nieodparte wrażenie, że hotelowi bardzo przyda się odświeżenie wnętrza. Korytarze wyłożone są ponurą, mało zachęcającą wykładziną, a pokój niestety odbiega od standardów hotelu czterogwiazdkowego, a tyle właśnie ma gwiazdek Hotel Ilan. Wprawdzie łóżko było bardzo wygodne, łazienka przyzwoita, ale zauważalny jest problem z utrzymaniem czystości. Absolutnie nie do przyjęcia z kolei w hotelu tej klasy są „obnażone” rury c.o., odklejona, „wyjąca” wręcz okleina drzwi oraz niedomyte ściany. Kolejnym problemem są zapachy z kuchni, które unoszą się po całym hotelu. Nam akurat bardzo to nie przeszkadzało, bo zapachy były bardzo zachęcające, ale tak być nie powinno.

Skoro już przy kuchni jesteśmy, to w hotelu działa restauracja The Olive. Wystrój typowo hotelowy, choć dla oka przyjemny, z miłymi akcentami kolorystycznymi i ozdobnymi, dostosowanymi do pory roku. Obsługa bardzo sympatyczna i profesjonalna, ale sama kuchnia mocno nierówna. Na naszym stole pojawiły się: zupa rybna i żydowski krupnik, a na drugie dorsz na czarnym makaronie i przepiórka na puree groszkowym. Zupa rybna dobra, ale kawałków ryby w niej, niestety, nie było za wiele. Krupnik, jak krupnik – wielkiego wrażenia na nas nie zrobił. Przepiórka nieco za sucha, a w połączeniu z groszkowym puree właściwie składała się na całość bez większego wyrazu. Z kolei ryba fantastyczna, soczysta, makaron zrobiony „w punkt” i w przepysznym, aksamitnym sosie. Dziwna historia – ktoś tam umie gotować, ale może grupa, który biesiadowała w sąsiedniej sali przyciągnęła całą uwagę kuchni i wyszło tak sobie ?

Reasumując – miejsce mocno nierówne. Obsługa bardzo sympatyczna, ciekawa część historyczna, położenie ustronne, duży i bezpieczny parking, wygodne łóżka, a jednocześnie brak dbałości o szczegóły, przestarzały wystrój, problemy z czystością i zapachami. W restauracji z kolei potrafią ugotować danie na fantastycznym poziomie albo wydać coś, co zdecydowanie jest rozczarowujące. A gwiazdki cztery, więc przydałoby się do tych standardów to miejsce dopasować.

Komentarze: 0