Hotel Montis, Poniatowa – trochę smutno…
  • 13 listopada 2017 15:07
  • 0

Nasza ocena 5/10

Poniatowa to ukryte wśród lasów miasteczko słynne z istniejących tu kiedyś zakładów elektrotechnicznych EDA i dziecięcego chóru Scholares Minores pro Musica Antiqua.  Jest też w Poniatowej Hotel Montis, obiekt, jak na hotel, nieduży.

Niedawno zaliczyliśmy trzecią już naszą wizytę w Hotelu Montis. Tym razem zjawiliśmy się tam z mocnym postanowieniem gruntowniejszego sprawdzenia oferowanych atrakcji. Pierwsze kroki skierowaliśmy do hotelowej restauracji, o której słyszeliśmy nieco dobrego. Zamówiliśmy zupy – kurkową i rybną oraz „Schab z kostką podany na karmelizowanych borowikach z plackami gryczanymi” i „Gruszka faszerowana cielęciną”, a jako dodatek grillowane warzywa.

Zupa kurkowa, z dużą ilością grzybów, byłaby bez zarzutu, ale odczucia smakowe zakłócił zwykły, sklepowy makaron, a podobno miały być kluseczki szpinakowe. O zmianie dowiedzieliśmy się dopiero jak zupa wylądowała na stole, bo podobno kluseczki się skończyły. Zatem dali, co mieli. Z kolei zupa rybna, podana w kociołku, z przyzwoitą ilością rybnych kawałków i podkręcona imbirem była całkiem udana.

Schab sam w sobie smaczny, ale po co na nim (a nie obok) wylądowały borowiki, doprowadzając do „kapcanienia” obu składników dania, trudno powiedzieć. Do tego kompletnie nijakie placuszki gryczane o smaku trocin. Sprawę nieznacznie ratował sos. To mogłoby być niezłe danie, ale nie w takiej odsłonie. Gruszka faszerowana cielęciną to znów dobry pomysł, ale w marnym wykonaniu, gdzie pierwsze skrzypce grał słaby sos, który zalał całą potrawę. Grillowane warzywa to już, niestety, horror. Spalone na wierzchu, surowe w środku i śmierdzące czymś chemicznym. Ogólnie pomysły na potrawy ciekawe, ale wykonanie słabe.

Pokój zwykły, niezbyt duży, ale o wystroju kojącym dla oka, z wygodnym łóżkiem.

Część spa/wellness to znów przykład ciekawego pomysłu, ale ze skrzeczącą realizacją. Część basenowa niewielka i nazwać by ją można klimatyczną, gdyby i temperatura była cieplejsza i jakieś ciepłe dodatki w niej się znalazły. W stanie, w jakim z niej korzystaliśmy była dość ponura. Smętne odczucia potęgowała też podróż przez korytarz i szatnie do sauny mokrej. Sucha umiejscowiona jest bezpośrednio przy basenie. Do tego grobowa cisza, a aż się prosiło o jakąkolwiek relaksacyjną muzyczkę.

Ogólne wrażenia z wizyty w Hotelu Montis mamy mieszane. Mamy osobisty sentyment do tego miejsca i widać, że pomysły na nie są ciekawe, ale chyba rzeczywistość skrzeczy na etapie realizacji. My już raczej do Montisa nie wrócimy, bo kulinarnie, niestety, rozczarowaliśmy się mocno.

Komentarze: 0