Hotel Wieniawski, Lublin – do kuchni marsz!
  • 12 lutego 2017 23:15
  • 0

Naszą krótką opowieść o trzygwiazdkowym Hotelu Wieniawski w Lublinie rozpoczniemy nietypowo, bo od tego, co zazwyczaj jest ważnym, ale jednak dodatkiem do samej istoty usług hotelarskich – od kuchni. Istnieje w Hotelu Wieniawski Restauracja Trzy Romanse  oraz Cafe Souvenir, w której szefem kuchni jest pan Piotr Skwarek. Powiedzmy to bez zbędnych ceregieli: jest to kulinarny arcymistrz, który jest skarbem nie tylko Hotelu Wieniawski, ale i całego Lublina.

Na romantyczną kolację wybraliśmy na początek: krem z dyni, pierożki z pieczonej dyni z migdałami i parmezanem i krupnik, borowik, palona cebula, ziemniaczany confit, wędzonka, żołądki kacze. Najpierw jednak na stole wylądowały łyżki stołowe zawierające amuse bouche w postaci kaczki z gruszką i piernikiem. Mała eksplozja smaku zapowiedziała lądowanie elegancko skomponowanych talerzy, do których z dzbanuszków nalano nam zupy.

Krem aksamitny, przełamany jędrnymi kawałkami dyni z zatopionymi w nim pysznymi pierożkami z nadzieniem, którego smak zaczyna się inną nutą, a kończy inną czarując zaskakującą kompozycją. Męskiej części Enjoye trafił się krupnik, czyli zupa, której nie tyka. Był to mały eksperyment pod tytułem, czy istnieje krupnik, który zostanie tknięty. Istnieje, a po skonsumowaniu można nawet obiecać, że innych zup już tykać nie będzie, prócz tej. Poezja.

Po chwili nastąpił mały przerywnik w postaci „interczekadełka”, którym był spodeczek sorbetu na czerwonym winie, a potem męski Enjoy dostał danie w postaci: boczek, krokiet ziemniaczany, kapusta włoska, puree z jabłka z chrzanem, plus sos aromatyzowany jałowcem. Brzmi jak chłopskie jadło w wersji deluxe, ale na talerzu tworzy to tak niesamowitą symfonię smaków, tekstur, woni i wszelkich doznań kulinarnych, że patronujący hotelowi wirtuoz skrzypiec pewnie z uznaniem postukałby smyczkiem o pulpit. Polędwiczki wieprzowe w towarzystwie ziemniaka, topinamburu, jarmużu i solonej słoniny zrobiła na żeńskiej części Enjoye podobne wrażenie.

Wszystko to w cenie ok. 100 zł za całość, co w porównaniu do przeżyć kulinarnych jest kwotą superatrakcyjną. Dlatego z całą odpowiedzialnością możemy zalecić Wam – „do kuchni Hotelu Wieniawski marsz, spróbować propozycji Szefa – wirtuoza Piotra Skwarka!”

Skorzystaliśmy również z usługi hotelowej w sensie stricto. Dostaliśmy malutki, ale czysty, ładny pokój, z wygodnym łóżkiem i czystą łazienką. Niestety, dużym felerem pokoju jest widok przez nieotwieralne okno, za którym, w odległości około metra, rozpościera się… ceglana ściana. Jest to tył zabytkowej ściany elewacyjnej dawnej kamienicy, która kiedyś stała w miejscu gdzie obecnie stoi hotel, ale mimo zachowania w niej otworów okiennych, nie „zgrywają” się one niestety z oknami w pokoju, co daje opisany wyżej widok. Świeżego powietrza zatem nie uświadczysz. Poza tym w hotelu dominuje klasyka wzbogacona i nowoczesny pazur, co sprawia, że miło przebywa się w tak zaprojektowanych wnętrzach.

Innych atrakcji hotel, niestety, nie oferuje, a przydałoby się. Może kiedyś tak się stanie? Na razie można wyspać się na wygodnym łóżku, w pokoju, który niekoniecznie wychodzi na ścianę (mamy nadzieję, że takie są), ale przede wszystkim należy zapoznać się z koncertową kuchnią, która, naszym zdaniem, jest jedną z najlepszych w Lublinie.

Enjoy!

Komentarze: 0