Luliraj, Maniewo pod Poznaniem – sielski raj i detale.
  • 5 września 2018 20:50
  • 0

Luliraj

Zaniosło nas służbowo do Wielkopolski, a że klasycznymi hotelami jesteśmy już nieco znudzeni, postanowiliśmy poszukać szczęścia w agroturystyce. I tak grzebiąc w odmętach internetu trafiliśmy na obiecująco wyglądające miejsce o nazwie Luliraj. 

Trafiliśmy do położonej dwadzieścia parę kilometrów na północ Poznania posiadłości. Mała wioska, pola, lasy, a pośród nich dwa ładne domki. W jednym mieszka Pani Agata, właścicielka Luliraj i tam też urządzona jest jadalnia dla gości. W drugim domku (zdaje się wybudowanym na miejscu starej, ceglanej stodoły) urządzone są cztery  przestronne pokoje urządzone w stylu odpowiadającym ich nazwom – Las, Woda, Ogień i Powietrze. Oprócz tego kawałek zielonego terenu z ogrodowymi siedziskami, miejscem do biesiadowania, placem zabaw, leżakami i zakamarkami służącymi do leniuchowania.

My dostaliśmy Wodę.

Duży, ładny, jasny pokój ze sporym oknem do nostalgicznego spoglądania w dal oraz rożnymi detalami upiększającymi – ładna kołdra, poduchy, obrazki.

Te i inne detale towarzyszyły nam podczas pobytu w Luliraj, a z całą mocą ujawniły się podczas śniadań.

Śniadania

przygotowywane od serca przez Panią Właścicielkę – świeże, pachnące i piękne w swojej prostocie. Na pierwszy rzut oka proste placuszki cukiniowe, a na wierzchu kapka koziego sera. Połączenie przepyszne. Była też sałatka z dodatkiem przysmażonego, drobniutko pokrojonego boczku, który robił zdecydowaną różnicę, placek ze śliwkami, pyszna kawa, chleb własnej produkcji… A jak grapefrucik to podgrzany, z cukrem cynamonowym. Wszystko podane ładnie i ze smakiem, w ślicznym wnętrzu przywodzącym na myśl francuskie domki wiejskie. Detaliki, szczególiki, które udatnie uprzyjemniają i tak przyjemne okoliczności jakie oferuje Luliraj.

Jest jeszcze cisza i spokój,

którego w agroturystyce pod dostatkiem. Ale właśnie, czy agroturystyce? Na pewno Luliraj to miejsce inne niż tradycyjnie pojmowana agroturystyka. My czuliśmy się jak w przytulnym,  sielskim, francuskim pensjonaciku na wsi. To te detale sprawiają, że czuliśmy tam trochę więcej. Więcej ciszy, więcej smaku, więcej wrażeń cieszących oko i dużo możliwości „nicnierobienia”. Warto jednak dodać, że możliwości „robienia” też jest tam sporo, ale o tym poczytajcie sobie na http://luliraj.com/

Daleko nam do Wielkopolski, ale na pewno chcemy wrócić. Enjoy!

Komentarze: 0