Royal Botanic, Lublin – oszczędności, oszczędności…
  • 18 listopada 2017 23:07
  • 0

Nasza ocena 6/10

W ramach naszego cyklu „Testujemy lubelskie hotele” tym razem zawędrowaliśmy do hotelu Royal Botanic, położonego w sąsiedztwie Ogrodu Botanicznego. Powiedzmy wprost – położenie hotelu jest niemalże idealne. Piękny widok na Ogród Botaniczny, blisko do dwupasmowej wylotówki z miasta, a mimo to cisza i spokój. Nawet legendarne szaszłyki na Zdrojowej są kilka kroków od hotelu. Budynek miły dla oka, ładnie komponujący się z otoczeniem. Wchodzimy do środka i… miny rzedną.

Dysonans – tak można zatytułować wrażenia towarzyszące nam podczas pobytu w Royal Botanic. Ciekawie rozwiązana „część wspólna”, z widokiem na patio, przeszklonym dachem i szklaną wolierą gdzie rezydują dwie, niebieskie ary. Ptaszyska czasem wrzasną, ale zupełnie nie są uciążliwe. I byłoby pięknie gdyby nie królujący w całym obiekcie kicz – koszmarna wykładzina w jakieś upiorne esyfloresy, barierki rodem ze złego snu dekoratora wnętrz, wątpliwej urody obrazy w wątpliwie wystrojonej sali restauracyjnej. Można wymieniać dalej, ale spuśćmy zasłonę milczenia. Owego dekoratora, albo przynajmniej jakiegoś zmysłu estetycznego zabrakło. Najprawdopodobniej jednak zabrakło środków na porządne wykończenie obiektu.

Przekonaliśmy się o tym później, gdy zajrzeliśmy do strefy spa/wellness. Basen ładny, spory, klimatyczny, ale woda w nim zimna jak w Bałtyku, jacuzzi obecne, ale… bez wody, sauny – sucha i parowa – ładne, ale parowa niedziałająca.  Przynajmniej w suchej było miło. Wszystko to w otoczeniu przywodzącym na myśl szpitalną suterenę, z obscenicznymi drzwiami technicznymi i oczywiście (jak to w hotelach oszczędzających na wszystkim, co się da) w grobowej ciszy. Uciekliśmy po piętnastu minutach.

Dostaliśmy pokój standardowych gabarytach, z wygodnym łóżkiem, o wystroju królującym około 20 lat temu. Przynajmniej tapeta była miła dla oka, bo na podłodze także królowały esyfloresy z horroru. Z restauracji postanowiliśmy nie korzystać, bo baliśmy się podobnych oszczędności w kuchni.

Podsumowując nasz pobyt w hotelu Royal Botanic trzeba stwierdzić, że… serce się kraje. Obiekt ma właściwie wszystko, żeby stać się hotelową perełką Lublina. Jest piękne miejsce, ciekawa architektura, przyzwoicie pomyślane wellness, ale widać, że potrzeba tam tęgich pieniędzy oraz tęgiej głowy, która doprowadzi to miejsce do blasku. Na razie jest potencjał, ale ewidentnie marnowany.

Komentarze: 0