Santa Marina Beach&Pearl, Chania, Kreta – na własną odpowiedzialność.
  • 11 października 2016 21:12
  • 2

Nasza ocena 3/10

Skuszeni, jak to zwykle bywa, pięknymi zdjęciami oraz w miarę przychylnymi opiniami zdecydowaliśmy się na ofertę Itaki w postaci tygodnia w hotelu Santa Marina Beach. Pierwsze nasze wrażenie, któremu daliśmy wyraz w pierwszej relacji z Krety, było takie sobie, ale tygodniowa obserwacja tego miejsca pozwoliła nam wyrobić sobie pogląd.

Cóż zatem mamy w hotelu Santa Marina Beach? Hotel składa się z dwóch części – pięcio i czterogwiazdkowej, oddzielonych od siebie mocno ruchliwą ulicą. My trafiliśmy do części czterogwiazdkowej. Położenie jest niby atrakcyjne – kurort Agia Marina, kilkanaście kilometrów od Chani (szybki transfer z lotniska), bezpośrednio przy morzu (część czterogwiazdkowa). Niby, ponieważ niemalże pod oknami (mocno nieszczelnymi) przebiega jezdnia i ruch uliczny skutecznie zakłóca odpoczynek w pokoju. Odpoczynek w pokoju zakłóca również… sam pokój. We dwójkę plus niemowlak ledwo mieściliśmy się w gabarytach „zaproponowanych” przez hotel. Do tego jeszcze łazienka pamiętająca chyba czasy Króla Minosa oraz balkon, owszem, spory, ale oprócz jezdni pod nim, to zanurzony był w smrodzie czegoś, co gniło gdzieś w pobliżu przywodząc na myśl psującą się fetę.

Nie chciało się nam nawet patrzeć na miejsce naszego zakwaterowania i z przyjemnością uciekliśmy z niego na dwudniową wycieczkę do Heraklionu (wynajętym dzięki Itace samochodem). Pokój zasługuje najwyżej na dwie gwiazdki, ponieważ na szczęście i pokój i łazienka były czyste, a panie sprzątające codziennie dbały o utrzymanie czystości.

Skoro mowa o personelu – jest to jeden z najjaśniejszych punktów tego miejsca. Widać, że obsługa się bardzo stara, jest uśmiechnięta, pomocna i przyjazna. To pierwsza zaleta hotelu. Drugą jest jedzenie, które jest naprawdę smaczne i, co ciekawe, smakuje lepiej niż wygląda, a wygląda na zwykłą, stołówkową „masówkę”. Trzecim, i niestety ostatnim, jasnym punktem tego miejsca jest ładne położenie (części czterogwiazdkowej) przy samym morzu. Poza tym same schody dosłownie i w przenośni.

Oto „atrakcje” oferowane przez hotel: Do części pięciogwiazdkowej zawitaliśmy raz. Przechodzi się do niej tunelem pod jezdnią. Niestety nikt nie zadbał o podjazdy dla wózków, więc tatusiowie wózki te muszą znosić. Potem już tylko lepiej – schody są wszędzie i wszędzie bez podjazdów. Co ciekawe, część czterogwiazdkowa jest wyposażona w podjazdy. Basen w części pięciogwiazdkowej – dość obleśny, z leżącymi „na sobie” turystami oraz doznaniami dźwiękowymi z opisywanej już ulicy, ponieważ basen od jezdni oddziela tylko mur. Nie skorzystaliśmy zatem z basenu.

Jest też absurd, który wyprowadził nas z równowagi. Próbowaliśmy z małym dzieckiem zjeść kolację. Część „tarasowa” była cała zajęta, więc usiedliśmy 2 metry dalej na części „Sealine Tavern”… i zostaliśmy przegonieni „ponieważ kolacji tam nie serwują”. O dziwo na śniadanie można już tam usiąść. Ciekawe przy tym, że w ogóle nie egzekwują kolejnej osobliwej zasady, że na kolację przychodzi się w długich spodniach… Tak więc zostaliśmy z dzieckiem bez kolacji.

Do bukietu potworków hotelowych dodajmy jeszcze:
– płatne wi-fi (15 euro), które działa jak chce, a najczęściej nie chce,
– płatne leżaki, często uszkodzone, co bardzo nam nie przeszkadzało, bo o godzinie 9.00 już wszystkie były zajęte, korzystaliśmy zatem z plaży po sąsiedzku.
– kiepsko działające natryski na plaży,
Podsumowując, jeżeli ktoś chce wyjechać na Kretę, żeby spotkać się z dobrą obsługą i dobrym jedzeniem w warunkach odpowiadających ośrodkom wczasowym z PRLu to jest to właśnie takie miejsce. Przy czym mamy nadzieję, że Itaka zweryfikuje swoje informacje, że jest to hotel „rodzinny”, bo nie jest, i dostosuje opis, że jest to hotel, któremu należy odjąć dwie gwiazdki i nie będzie rozczarowań.

Komentarze: 2


2 comments on Santa Marina Beach&Pearl, Chania, Kreta – na własną odpowiedzialność.

  1. Jeżeli dobrze pamiętam, a było to 16 lat temu, to spędziłam tu cudowne 2 tygodnie z moją siostrą. Miałyśmy pokój w nowej części, na 1 piętrze nad basenem. Wszystko było nowe, jedzenie pyszne, super wycieczki, serdeczni ludzie… Szkoda, że przez ten czas tak się popsuło 🙁 a Kreta jest taka idylliczna 🙂

    • Niestety, wygląda na to, że przez te 16 lat czas się po prostu tam zatrzymał. Inna sprawa, że na Krecie widać bardzo mocno kryzys grecki. Zjeździliśmy Attykę i same Ateny i tak źle to nie wyglądało. Ale ludzie nadal fajni i starają się jak mogą.