The Granary La Suite Hotel, Wrocław – Marian, tu jest jakby „luksusowo”!
  • 19 marca 2017 20:27
  • 0

The Granary Hotel La Suite mieści się przy ul. Menniczej we Wrocławiu. Za sprawą pięknych zdjęć na booking.com i stronie hotelu obiekt bardzo skutecznie kusi do odwiedzenia. Hotel jest „wciśnięty” w zupełnie niepozorną uliczkę, na szczęście około 10 minut spacerem od rynku. Nie polecamy dojazdu na własną rękę, bo wskazówek jak dotrzeć do hotelu po drodze nie uświadczycie, poza jedną już na wjeździe w ul. Menniczą.

Zacznijmy od plusów, bo jest ich zdecydowanie mniej. Miło, że pomimo pojawienia się przed rozpoczęciem doby, udało się zameldować i na spokojnie bez bagaży ruszyć do miasta na zwiedzanie. Z zewnątrz hotel prezentuje się bardzo ładnie. Ceglane mury połączone z nowoczesnymi elementami. Wchodzimy do środka i pierwszy zonk! Do recepcji należy pofatygować się po schodach w dół. Na szczęście błyskawicznie pojawił się Pan z recepcji, który zniósł nasze walizki. Ufff! Niestety tego samego „zaszczytu” nie uświadczyłyśmy przy wyjeździe, ale dojdziemy i do tego.

Wystrój hotelu na pierwszy rzut oka  jest gustowny i elegancki. Recepcja jest doskonałą wizytówką hotelu. Czego nie można powiedzieć o klatce schodowej biegnącej przy windzie. Momentalnie wchodząc na schody, przenosimy się do pensjonatu kategorii D albo hostelu w słabym wydaniu. Otwieramy drzwi do pokoju i co tam widzimy? Bardzo ładny i duży pokój i… drugi zonk! Takie wrażenie jest tylko na pierwszy rzut oka. Potem jest znacznie gorzej. Niestety hotel ma duży problem z utrzymaniem czystości (potwierdzenie znajdziecie również w innych opiniach na temat tego obiektu). Ja na wiele rzeczy mogę przymknąć oko, ale nie tym razem i w dodatku na tym wyjeździe towarzyszyła mi przyszła perfekcyjna Pani domu z TVN, także Jej nic nie mogło umknąć ;). Nie znosimy wytykać tak kardynalnych niedociągnięć, ale hotel chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, albo ma swoich gości za idiotów. Brudne zasłony, drzwi szklane w tłustych plamach, kurz na większości elementów, gdzie trzeba podnieść rękę i do tego przeterminowane niektóre produkty w minibarku. To chyba nie są standardy w XXI wieku w pięciogwiazdkowym hotelu? No chyba, że coś nas ominęło. Waga w łazience (norma dla 5ciu gwiazdek), fajnie, że była, ale jeszcze warto pamiętać o zainwestowaniu w nowe baterie, żeby gość mógł z niej skorzystać. Kolejnym minusem tego miejsca jest okolica, kompletnie niezachęcająca, a widok z okna jest krótko pisząc – szpetny. Dlatego my zaciągnęłyśmy na cały pobyt zasłony.

Trochę się tego wszystkiego nazbierało, ale to pierwsza taka sytuacja, żeby tak zachęcająco wyglądający hotel, tak rozczarował. Obsługa na recepcji miła, ale też fajnie by było gdyby za tą nadmierną kindersztubą (miejmy nadzieję, że nie wymuszoną, bo Panowie kłaniali się 10 razy na dzień, na każdym wyjściu i wejściu) szła również cała reszta, w tym czystość. My, na szczęście, bardzo dużo uciekałyśmy z hotelu, żeby nie psuć sobie pobytu obserwacją wszystkich wcześniej wymienionych „specjałów”. Na „do widzenia”, nie pojawił się już żaden miły Pan, który wtargałby walizki dwóch kobiet po schodach do wyjścia. Szkoda. Tym niemiłym akcentem, hotel przypieczętował i utwierdził nas w opinii, którą sobie wyrobiłyśmy. My tam nie wrócimy, ale jeżeli Wy tam kiedyś zabłądzicie, to mam nadzieję, że traficie lepiej. Z wspomnianego w tytule „luksusu”, póki co zostało tylko „jakby”.

Enjoy!

Komentarze: 0