Magiczne Ogrody, Janowiec – bajki dla każdego.
  • 17 czerwca 2018 17:35
  • 0

Magiczne Ogrody pod Janowcem

Tak to zazwyczaj bywa, że „najciemniej pod latarnią”, tudzież „cudze chwalimy, swego nie znamy”. W Janowcu, Kazimierzu, czy Puławach byliśmy niezliczoną ilość razy, ale w parku Magiczne Ogrody jeszcze nigdy. Fakt, że czekaliśmy, aż nam dziecko podrośnie, ale okazało się, że i bez dziecka można się tam pobawić. O ile znajdzie się dziecko w sobie.

Pojechaliśmy więc na rekonesans z dwulatką, nie robiąc wcześniej jakiegokolwiek „researchu”. I dobrze, bo dzięki temu Magiczne Ogrody mogły nas częściej zaskakiwać.

Kwestie techniczne

Dojazd bardzo łatwy. W Górze Puławskiej kierujemy się na Janowiec, a przed samym Janowcem wielka tablica każe skręcić w prawo. Parkowanie bezproblemowe, bo obiekt dysponuje dwoma bardzo dużymi parkingami. Ceny – na pierwszy rzut oka słone, bo 44 zł za bilet normalny, ale maluchy wchodzą za złotówkę. Słoność osładza się gdy przekroczymy magiczną bramę parku.

Rozpościera się wtedy przed nami całkiem spory (jak się później dowiedzieliśmy 10 ha) teren, a z głośników leci muzyczka przynosząca na myśl wszystkie fantastyczne stwory, jakie przychodziły do nas w dzieciństwie. Czas wówczas wyłączyć komórki (i tak zasięg słaby), schować zegarki i puścić wolno dzieci i wodze fantazji, bo zaczynają się

Atrakcje!

Czego tam nie ma!? Najpierw dziedziniec, gdzie odbywają się proponowane przez park wydarzenia i gdzie skupiły się wszelkie atrakcje dla ciała – restauracja, kawiarnia, sanitariaty, sklep z pamiątkami. Potem, w dolinie, ogromny teren zielony do hasania, skakania na trampolinach i dmuchanych zamkach, przestawiania ogromnych klocków i przybijania piątek z Mordolami, czyli stworami-maskotkami zamieszkującymi Magiczne Ogrody. 

A dalej wchodzimy już na teren bajkowy. Opiszemy w dużym skrócie, żeby nie psuć niespodzianki. Najpierw wita nas skrzat ze swojego domku w pniu drzewa i zaprasza na bajkową przygodę. Tuż obok zamek wróżek skrywający różnego rodzaju zjeżdżalnie. Idąc dalej wśród kolorowych kwietnych kobierców docieramy do stawu, po którym można popływać tratwami. Głębokość „akwenu” do 40 cm, więc jedyne niebezpieczeństwo czai się w wilgoci. Potem „piaskowa kuchnia”, czyli miejsce gdzie maluchy mogą upichcić Mordolom potrawy z piasku pod czujnym okiem pań-krasnoludek. Tuż obok pole gigantycznych marchewek po lewej i wymyślny natrysk/sadzawka po prawej.

Dochodzimy w końcu do stacyjki, gdzie kolejka obwiezie nas po wiosce Bulwiaków, czyli kolejnych mieszkańców Magicznych Ogrodów. Po krótkiej podróży kolejką docieramy do miejsca, gdzie możemy się posilić, kupić maskotkę albo zobaczyć wydarzenie pod dachem. Wszystko to w budynku, który swoją „klockowatością” i realnością nieco zaburza podróż po bajkowej krainie.

Przymknijmy jednak na to oko i mijając mruczące i łypiące oczyskami drzewa docieramy do grodu krasnoludów. Tam można połazić po sznurowych mostkach i podpatrzeć ćwiczenia krasnoludzkiego wojska ucząc się przy okazji kowalstwa, fechtunku i tajników uzbrojenia. Aby ochłodzić krasnoludzkie emocje udajmy się do pobliskiego jeziorka, gdzie urządzono niewielką plaże i kąpielisko.

Dalej mamy jeszcze dwie atrakcje, których nie udało się nam odwiedzić, z uwagi na zbyt wielkie przywiązanie naszej Córki do wałęsających się po parku Mordoli, których nie chciała tracić z oczu. I dobrze! Będzie co odkrywać następnym razem! Więcej nie napiszemy, odkrywajcie sobie sami!

Podsumowując

jest tam bajkowo! Dziecko można wpuścić tam na kilka godzin, a nawet zaryzykujemy twierdzenie, że na kilka dni, i nudzić się nie będzie. Podobnie dorośli, jeżeli tylko choć trochę mają jeszcze w sobie dziecka. My tam wrócimy jeszcze raz. I jeszcze raz… I jeszcze!

Komentarze: 0