Alan Hugs – tylko świńskich uszu żal…
  • 23 grudnia 2016 12:47
  • 0

Z okazji koleżeńskiego śledzika wybraliśmy się w sporym gronie do restauracji Alan Hugs przy Placu Wolności. Pierwsze wrażenie – bardzo pozytywne. Ciekawe, elegancko-industrialne wnętrza, miękkie kanapy, ceglane ściany, dizajnerskie lampy, fajne dodatki i genialne, duże kadzie. To wszystko sprawia, że w restauracji można poczuć się całkiem przyjemnie. Mimo, że nie przepadamy za wielkimi przestrzeniami w restauracjach (a tutaj te przestrzenie są naprawdę spore) to sposób aranżacji tego miejsca powoduje, że nie czuliśmy się przytłoczeni. Duży plus.

Zajrzeliśmy gremialnie do kart i tu małe rozczarowanie – nie ma już świńskich uszu, na które mieliśmy chrapkę. W tej sytuacji zamówiliśmy porządną porcję szaszłyka (szaszłyk liczony na metry) oraz tatara. Czas oczekiwania był trochę dłuższy (nie wiemy jeszcze czy to norma, czy też natłok śledzików w restauracji), ale w końcu na stole wylądował ładnie podany i, jak się okazało, bardzo dobry tatar. Po chwili zjawił się również szaszłyk. Danie podane „po chłopsku”, z kilkoma sosami w towarzystwie dobrego ziemniaka pieczonego z twarożkiem i zupełnie zbędnej sałatki. Sam szaszłyk bardzo dobry – mięso miękkie i odpowiedniej wielkości, zacna, choć mogłaby być nieco większa, słoninka i przypieczona cebulka, której z kolei może było ciut za dużo. Ogólnie jednak jest to bardzo smaczny szaszłyk, porządnie zrobiony, bez idiotyzmów w postaci dziwnie ciętego mięsa, papryki czy innych cudactw. Nasi towarzysze zamówili niżej wymienione dania, które zostały zrecenzowane tak: „przecudna golonka”, „sałatka z kurczakiem – szału nie ma”, „przeciągnięty, ale rokujący makaron z rostbefem”, „racuchy z cukinii- dobre”, „pyszny makaron z mulami”. W tym miejscu chcemy pozdrowić obsługującą nas Panią Kelnerkę, sympatyczną i profesjonalną, ale przede wszystkim zaimponowała nam tym, że mimo dużej ilości zamówień w różnym czasie, wszystkie dania się zgadzały, a nie zauważyliśmy, żeby Pani cokolwiek notowała. Taka obsługa to skarb.

Nie wszystkich dań oczywiście udało się nam spróbować i bazujemy tu na opiniach naszego towarzystwa, ale najwyraźniej wrażenia kulinarne były całkiem dobre. Jeżeli zaś chodzi o nasze wrażenia, to możemy wpisać Alana Hugsa na listę ciekawych (również wnętrzarsko) i smacznych punktów kulinarnych naszego miasta. Szkoda tylko, że nie dane nam było spróbować świńskich uszu, ale może jeszcze wrócą ?

Enjoy!

 

Komentarze: 0