Chapter One by Piotr Kwiatosz, Lublin – very fine dining.
  • 27 października 2017 19:45
  • 4

Chapter One by Piotr Kwiatosz w Lublinie to w zasadzie pierwsze miejsce w Lublinie sygnowane bezpośrednio nazwiskiem szefa kuchni. Chapter One to małe, nowoczesne i wykończone ze smakiem wnętrze. Industrialne detale przeplatają się z klasyczną elegancją i konkretną kolorystyką. Zarówno w lokalu, jak i w karcie nie ma rzeczy przypadkowych.

Obsługa. Zdecydowanie należy jej się więcej słów, niż „milo i sprawnie”. Mieliśmy przyjemność być obsługiwanymi przez profesjonalistę w swoim fachu – młody, uśmiechnięty człowiek opowiadał z lekkością o serwowanych nam daniach jakby opowiadał nam bajkę. Jak później się okazało ta opowieść bajką była. Warto również podkreślić, ze Pan Kelner w swoim profesjonalizmie nie przejawiał absolutnie grama nadęcia – za co brawo. Oczywiście pewna kindersztuba musi być zachowana, jeżeli idzie się w pewna tematykę restauracji, ale w Chapter One jest to robione z gracją, smakiem i uśmiechem.

Serwis. Wszystko jest skrojone na miarę i czas. Dania wychodzą z kuchni błyskawicznie, a wychylając się w stronę kuchni jesteśmy w stanie zobaczyć jak na „wydawce” dokonują się ostatnie szlify i kosmetyka na talerzu. Piękna, pasująca do dań zastawa i oczywiście wszelkie nowinki dotyczące serwowania potraw również w Chapterze uświadczycie.

Jedzenie. W zasadzie to kosztowanie, smakowanie. Do Chapter One idzie się przede wszystkim smakować – nowych smaków, nowych połączeń i nowych struktur. Chęć na schabowego zostawmy na następny dzień, a u Szefa Kwiatosza po prostu dajmy się porwać. Do sedna – my do Chapter One zawitaliśmy z okazji Restaurant Week, zatem menu było z góry określone. Żeńska cześć kosztowała opcję wegetariańską, męska oczywiście mięsną 😉

Na pierwsze danie podano krem z topinamburem, dynią i boczniakiem. Krem aksamitny w konsystencji, przełamany innymi strukturami dodatków. Do tego topinambur w różnosmakowych odsłonach (a to czips, a to w marynacie). Mięciutko, chrupiąco, kremowo i jędrnie jednocześnie. Cacy!

Dania główne to kurczak sous vide oraz pęczotto w roli wege. Oba dania znów bardzo ładnie podane i skomponowane kolorystycznie. Nie będziemy się rozpisywać o kwestiach technicznych, bo wszystko było przyrządzone perfekcyjnie. Danie wege jak dla mnie 11/10, pęczotto było idealne! Kremowe, lekko słodkawe, lekko pikantne, ale w tym wszystkim była zachowana jędrność kaszy. Lepszego nie jadłam. Kurczak w towarzystwie marchwi, szalotki, pieczarki brązowej i fenkuła to odpowiedź na pytanie, czy można zrobić z nudnego mięsa dzieło kulinarnej sztuki. Szef Kwiatosz udowadnia, że można!

No i deser – bajeczne zakończenie tej kolacji. Efektowne zaserwowanie w oparach ciekłego azotu i znowu powstała kompletna opowieść na talerzu. Ciastko dyniowo-czekoladowe kupiło nasze serce i podniebienie. Aż szkoda było tę podróż kończyć.

Ceny. Ceny w Chapter One do niskich nie należą, ale patrząc na to jaki to jest produkt, obróbka i ile zaangażowania, precyzji i talentu jest wkładane w każde danie, można uznać, że są warte swojej ceny i chociaż od „święta” można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa.

Podsumowując – Lublin może być dumny, że ma taka restaurację. To jedyna taka restauracja w naszym mieście, która stawia w całości na fine dining, zatem nie pozostaje nam nic innego jak doceniać ją i cieszyć się smakami, które ma nam do zaoferowania. My na pewno jeszcze wyruszymy w podróż zaproponowaną przez maestro Piotra Kwiatosza.

Enjoy!

Komentarze: 4


4 comments on Chapter One by Piotr Kwiatosz, Lublin – very fine dining.