Dymiona Gęś, Lublin – czy jest po co wracać?
  • 29 października 2017 20:19
  • 0

Restauracja Dymiona Gęś w Lublinie to jedna z nowości w naszym mieście. Chwilę się zbieraliśmy, żeby się do niej wybrać, a nasze oczekiwania i wyobrażenia były naprawdę duże. Po pierwsze, nie wiemy skąd się nam to wzięło, ale wydawało się nam, że jest to mała, kameralna restauracja. Okazało się, że jest to wydzielone piętro w Alanie Hugsie. Wystrój zmienił się o tyle, że dodano trochę „gęsich” akcentów typu zdjęcia, czy figurki.

My do restauracji Dymiona Gęś trafiliśmy z okazji Restaurant Week. Standardowo wybraliśmy jedno menu mięsne i jedno wegetariańskie. Jako przystawka pojawiły się carpaccio z gęsi i krem z pieczonego selera. Przystawka mięsna była smaczna, gęś fajnie komponowała się z lekko winnymi wiśniami. Krem z selera pieczonego w miodzie to z kolei zdecydowana wpadka. Konsystencją i smakiem przypominał papkę dla niemowląt, a jak wiadomo kremy z warzyw można zrobić obłędne (na przykład takie, jak w ostatnio opisanych – Sadyba Rozalin, czy Chapter One).

Na danie główne zaserwowano roladkę z gęsi na puree morelowym, z jabłkiem w karmelu oraz puree marchewkowo – morelowym i wersja wege – placuszki ziemniaczane podane z cukinią faszerowaną, kaszą bulgur oraz grzybami leśnymi. Dania były zjadliwe, ale absolutnie nie było w nich  nic zaskakującego ani zachwycającego. Niestety roladka z gęsi była nieco wysuszona i wyglądała na lekko zleżałą. Danie wegetariańskie było dobre, ale to raczej propozycja na obiad domowy niż na menu degustacyjne, a wystarczyło pokombinować z formą i podaniem.

Na deser podano ciasto czekoladowe z wiśniami. Obiektywnie stwierdzić należy, że deser to chyba najmocniejszy punkt. Mocno czekoladowy, choć nieco męczący swoją konsystencją (zbita czekoladowa masa), przełamany wiśniami i spoczywającymi obok musami owocowymi, które stwarzały smaczną koniec końców kompozycję umożliwiającą zjedzenie kolejnych kęsów. Męska część Enjoy uporała się z  jednym i drugim ;).

Pozytywne było to, że dania pojawiały się szybko i sprawnie. Obsługiwał nas znany na lubelskim rynku Pan Łukasz, więc na obsługę również nie można powiedzieć złego słowa. Było miło i z uśmiechem.

Po degustacji w restauracji Dymiona Gęś czujemy bardzo duży niedosyt. Mieliśmy bardzo duże oczekiwania, a skończyło się rozczarowaniem. Po tych propozycjach kompletnie nie byliśmy w stanie poznać restauracji. Menu wegetariańskie zostało potraktowane niestety po macoszemu i bez pomysłu, mięsne natomiast nie ratowało sytuacji – było i tyle. Wrócimy na pewno, bo widzieliśmy w karcie wiele pozycji, które po prostu muszą być dobre, więc musimy je spróbować. Jesteśmy mocno ciekawi „regularnego”menu.

Komentarze: 0