KUK NUK Restauracja, Rzeszów – dzieje się!
  • 6 listopada 2017 21:27
  • 0

Restauracja KUK NUK na rzeszowskim Rynku już od długiego czasu „świeciła” na naszej liście „must see”, szczególnie, że polecana nam była przez kręgi związane z lubelską Czarcią Łapą, a ONI się na tej robocie znają. Jednak o związkach KUK NUK z Lublinem nieco później, bo spieszymy donieść, że przy okazji służbowego wyjazdu do Rzeszowa wreszcie się udało.

Założyliśmy sobie romantyczną, imieninową randkę. Jednak już od progu okazało się, że może i będzie romantycznie, ale czułych słówek sobie nie poszepczemy. Gwarno, tłum, śmiechy – wszystko, czego zazwyczaj unikamy w restauracjach, ale do tego jeszcze młody człowiek wycinający na gitarze znane szlagiery, więc… w to nam graj! Lubimy przy jedzeniu muzykę na żywo! Byle dobrą.

Zasiedliśmy przy oszczędnym w ozdobach stole i rozejrzeliśmy się po nowoczesnym i przyjemnym dla oka wnętrzu. Nowocześnie, z elementami prostej elegancji, dużo cegły (lubimy!). Restauracja jest spora, ale właściwie brakowało wolnych miejsc, co zdecydowanie dobrze wróżyło. Oszczędna w treści i przejrzysta karta pozwoliła nam szybko zdecydować – policzki wołowe i stek z antrykotu na medium rare. Niby prosto, a schrzanić łatwo w oka mgnieniu.

Po bardzo rozsądnym czasie oczekiwania, szczególnie biorąc pod uwagę obłożenie lokalu, trafiły do nas: policzki wołowe sous vide z puree dyniowym, puree z ziemniaka, pieczarką portobello i cebulą dymką oraz stek z antrykotu w towarzystwie puree z batatów, topinamburu, buraka i cebuli dymki plus sos holenderski.

Policzki żeńskiej części Enjoye zapłonęły radością, gdy te wołowe okazały się być rozpływające, idealnie miękkie, „takie jak powinny być”. Stek zaserwowany został nieco niepokojąco NA dodatkach, ale niepokój szybko uleciał. Soczyście, mediumrarerowo, skomponowany z trafionymi dodatkami okazał się pretekstem do symfonii pomruków zadowolenia przy każdym ssąco-gryzącym kęsie. Mały minus w policzkach to fakt, że wymagały odrobiny soli. Z kolei w daniu ze stekiem aż prosiło się czymś podkręcić topinambur (może troszkę podmarynować?). Ale to są te minusiki, które lubimy – świadczące o tym, że w istocie nie mamy się czego czepić 🙂 No czepić się możemy ewentualnie zupełnie nijakiej lemoniady.

Jest dobrze, jest smacznie i widać, że Rzeszów głosuje na KUK NUK nogami, tłumnie do restauracji waląc. Wszystko to zasługa Szefa Macieja Stankiewicza, tak TEGO Macieja Stankiewicza, który cieszył nas swoimi daniami w lubelskiej restauracji Czarcia Łapa. Uciekł nam niestety Pan Maciej radować swym talentem Rzeszowian, a jest czym radować. W Restauracji KUK NUK dzieje się! I kulinarnie i towarzysko.

Enjoy!

Komentarze: 0