Restauracja 107 LubHotel, Lublin – móżdżek raz! I jeszcze! I jeszcze zaskoczenia!
  • 6 lutego 2019 21:00
  • 0

Restauracja 107

usadowiła się w lokalizacji wymagającej małej penetracji. Musimy załadować się w pojazd i przenieść nieco dalej niż ścisłe centrum, na ulicę Krańcową (w Lublinie). I zaokrętować na parkingu hotelowym. I cóż mamy na miejscu? Restauracja hotelowa, niewielkich rozmiarów, z  niewielką, przejrzystą kartą, ale jakże zacnymi propozycjami!

Wybór, dzięki konkretnie skonstruowanej karcie, był dość prosty i nastąpił sprawnie – zupa rybna, móżdżek cielęcy i tagliatelle z sosem rakowym i łososiem. Niestety, zupa rybna była niedostępna, ale gorąco polecony przez Pana Kelnera został żur borowikowy. Trochę się krzywiliśmy, bo niby wszędzie można dostać, ale… po kolei. Poza tym – prosta sprawa, jak ktoś umie zachęcić do dania, to my to kupujemy.

Mija kilka chwil i pojawia się na sali Szef Kuchni, który gorąco przeprasza, ale nie poda jednego ze składników dania, ze względu na nieukończony proces przetwarzania (czyt. kiszenie). W zamian za kiszonego kalafiora dostaniemy intrygujący zamiennik. Można? Można! Po takim zachowaniu widać szacunek Szefa Kuchni do gości dla których gotuje. Brawo i ukłony!

Jemy zatem:

Jako pierwszy wylądował na stole… amuse bouche pod postacią foie gras. Coraz więcej restauracji decyduje się na ten jakże miły dodatek. Tutaj stanowił cudny granacik przed odpaleniem bomby.

Potem już regularne dania. Najpierw móżdżek cielęcy (borowiki, masło truflowe, jajko, dynia, szczypior) – interesująca kompozycja, kolorowo, różne struktury i przede wszystkim produkt rzadko w restauracjach  lubelskich spotykany, czyli móżdżek. I nie da się ukryć, że spodziewaliśmy się czegoś innego, a dostaliśmy cudowne zaskoczenie!

Następnie na stole wylądował polecany żur i wybrane tagliatelle. Żur, można by pomyśleć, że tak tradycyjne danie, już niczym nie może zaskoczyć (nie mylić z poprawnością i przyzwoitością wykonania), a tutaj mamy poezję! Coś, co podbije podniebienie i tradycyjne, i szukające innych smaków. Konsystencja, nuta wędzenia i kremowe puree stworzyły naszym zdaniem żur idealny, a wiemy, co piszemy, bo jednym masterem „żurowym” dla nas był Tata męskiej części Enjoy.

Tagliatelle z łososiem, sosem rakowym i verbeną. Była lekka obawa przy zamówieniu, czy nie przybędzie na stół standardowy makaron z łososiem spotykany nagminnie w naszym mieście, ale patrząc na przyrządzenie móżdżku stwierdziliśmy, że musi być haczyk. No i okazało się, że przeczucia nas nie myliły. Makaron ugotowany al dente, skąpany w cudownym, esencjonalnym, kremowym, aromatycznym (i tak możemy bez końca…) sosie rakowym, a jako wisienka, a raczej wiśnia na torcie, kawałek soczystego łososia. Danie idealne.

Szef Kuchni Jacek Włodarczyk

to znana w świecie kulinarnym sylwetka, niegdyś czarował na Krakowskiej w Kazimierzu Dolnym, dziś czaruje w Lublinie i wiecie co? Możemy być dumni, że nasze miasto zyskało kolejnego znakomitego Szefa Kuchni. A my będziemy do Lub Hotelu i Restauracja 107 wracać, bo spodziewamy się po tym miejscu bardzo dużo dobrego.

Enjoy!

LubHotel, Restauracja 107

ul.Krańcowa 107, Lublin

godziny otwarcia:

pon-sob- 12.00-22.00

niedziela – 12.00-21.00

Komentarze: 0