Restauracja Bohema, Zamość – Roztocze w Padwie północy.
  • 12 marca 2017 00:04
  • 0

Zamojski świat kulinarny to dla nas, niestety, zupełna terra incognita. Co gorsza, każda nasza próba zasięgnięcia języka w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Gdzie zjeść w Zamościu?” kończyła się skwitowaniem: „W Zamościu lepiej w ogóle nie jeść”.  Przypadkiem jednak znaleźliśmy się w tym mieście w czteroosobowym składzie w stanie dotkliwego głodu, więc z duszami na ramieniu wkroczyliśmy do piwnic kryjących w sobie Restaurację Bohema. 

Lokal mieści się w zabytkowej kamienicy Bystrzyckiego przy zamojskim Rynku. Stromymi schodami weszliśmy do dyskretnie oświetlonego lokalu, gdzie przy barze powitała nas na poły upiorna i poczciwa figura emerytowanego kelnera. Trochę przerażeni i rozbawieni na raz zasiedliśmy w sali przy ostatnim wolnym stoliku, co wlało nam w serca otuchy. Nie może być źle tam, gdzie jest pełno gości. Rychło okazało się, że ilość klientów przerastała skromną obsługę kelnerską w liczbie osób dwóch. I tutaj przytyk nie do sympatycznej obsługi, która próbowała cudów dokonywać aby gości usatysfakcjonować, a do właścicieli restauracji. Warto by skład wzmocnić, ponieważ na okazję do złożenia zamówienia czekaliśmy dość długo. Ku naszemu bezgranicznemu zdumieniu potrawy przyfrunęły do nas mniej więcej w czasie odpowiadającym oczekiwaniu na złożenie zamówienia, czyli w tym przypadku błyskawicznie.

A przyfrunęły: tarciuch ziemniaczany okraszony skwarkami, podawany ze śmietaną i posypany świeżym szczypiorkiem, dwa cebularze – placki z cebulą i makiem, podawane z masłem, pieróg roztoczański z kaszą gryczaną smażony na maśle podawany z zsiadłym mlekiem, stek z jelenia marynowany w ziołach i czerwonym winie, podawany z jałowcowym sosem na sałatce z pieczonego buraka, papryki i cebuli i opiekanymi ziemniakami w majeranku, żurek roztoczański z białą kiełbasą, jajkiem, białym serem, chrzanem i pieczywem, pierogi z dziczyzną i sosem grzybowym oraz karkówka z grilla podawana z ziemniakami purre, sosem pieczeniowym, pieczarkami z cebulą oraz surówką z białej kapusty – czyli mocna obsada dań regionalnych.

Musimy stwierdzić, że obawy były duże, ale już przystawki zabrały się do ich rozwiewania. Tarciuch, czy też inaczej ziemniaczana babka, smaczny, puszysty, ze smacznym dodatkiem w postaci boczku. Cebularze to danie proste jak budowa bata, ale chrupiący placek, idealnie zrobiona cebulka, która w niczym nie przypominała spalono-surowej sieczki znanej z lwiej części cebularzy, o zgrozo, lubelskich oraz masełko stworzyły danie genialne w swej prostocie. Pieróg w tym zestawie przystawek zrobił na nas najmniejsze wrażenie, ale wciąż było to całkiem dobre. Stek z jelenia niezły, choć niestety, nieco zbyt twardy, ale buraczki – znakomite. Karkówka to z kolei potrawa zrobiona może i w sposób boleśnie tradycyjny, ale naprawdę smaczna, niemalże domowa. Najsłabszym punktem całego obiadu były pierogi, ze zdecydowanie za grubym ciastem i suchawym nadzieniem, które ledwo ratował sos.

Podsumowując, nie taki kulinarny Zamość straszny jak go niektórzy malowali, a Restauracja Bohema okazała się całkiem przyjemnym miejscem, gdzie można trafić na ciekawe propozycje. Szczególnie mile materializowało się nam zaskoczenie w potrawach kuchni regionalnej, roztoczańskiej – prostej, a smacznej. Przydałoby się nieco dopilnowania sali i dopracowania tak menu (w karcie złowrogo czają się pizze), jak i samych dań. W paru miejscach podkręcić smak (pieróg gryczany), przemyśleć sposób podania (stek i karkówka), zmienić stanowczo przepis na pierogi i będzie mocno. Na razie jednak, nie jest źle.

Komentarze: 0