Restauracja Czarcia Łapa, Lublin – czart znowu namieszał…
  • 5 kwietnia 2017 21:12
  • 0

Restauracji Czarcia Łapa w Lublinie przedstawiać nikomu nie trzeba, ale my postanowiliśmy przedstawić Wam i sobie nową kartę, którą restauracja wprowadziła na wiosnę. Tym razem postanowiliśmy bardzo gruntownie zapoznać się z czarcimi nowościami i wybraliśmy się, w różnych składach, na dwie wizyty, dzień po dniu.

Pierwszego dnia na naszym stole znalazły się: makaron z owocami morza, kopytka z kurczakiem i sosem grzybowym oraz przystawka w postaci panierowanych szprotek. Szprotki, znane już z poprzedniej karty, to świetna przekąska. Wydaje się nam, że lżejsza niż poprzednia wersja, która była, jeżeli dobrze pamiętamy, regularnym daniem, ale i z racji przeobrażenia się w przystawkę obecnie rybek mamy w ilości mniejszej. Makaron fajnie przyrządzony, zacnie sypnięte owoce morza, ale też trochę sypnęło się za dużo soli. Kopytka okazały się rewelacyjne. lekko chrupiące, z aksamitnym i aromatycznym sosem grzybowym z dodatkiem soczystego kurczaka. To danie, które z pewnością posmakuje każdemu – proste, ale bardzo smaczne.

Pierwszy dzień był jednak tylko preludium przed tym, co mieliśmy okazję spróbować przy kolejnej wizycie. Zamówiliśmy… w dużej ilości  – panierowane smażone małże, zupę szczawiową z serem ricotta, jajkiem i pudrem z czarnych oliwek, bruschettę z pomidorem, jajkiem i oliwą oraz tatar „inaczej”. To na przystawki. Główne dania to: kurczak supreme z kopytkami oraz fisch&chips z morszczukiem i tłuczonym grochem. Na deser – ecler, beza i tarta mango.

Po kolei więc: małże to mistrzostwo świata, chrupiące kuleczki, których można postawić przed sobą całe wiadro i wcinać do bólu… Szczawianka to kwaśny, zdecydowany w smaku krem, smacznie zbalansowany ricottą i jajkiem na twardo i bułeczkami wypiekanymi na miejscu. Aż ślinianki pracują na zwiększonych obrotach. Przy czym ilość zupy bardzo zacna. Bruschetta to dwa kawałki idealnie zgrillowanej bagietki, świeże pomidorki i, jako wisienka na torcie, poszetowe jajko na każdym kawałku, które w tej przystawce robi najlepszą robotę. No i tatar – polędwica wołowa, szalotka, korniszony, kapary i jeszcze parę różności (odsyłamy do karty) tworzą bardzo smakowitą kompozycję. Pamiętać jednak należy, że i sposób podania, i składniki tej potrawy są autorskim pomysłem restauracji, więc radzimy się zastanowić nad tym co kto lubi (i jak lubi) przed zamówieniem. Przy czym tatar może być podawany klasycznie albo już zmieszany na kuchni. Nam i sposób podania i skład bardzo mocno przypadł do gustu.

Dania główne to soczysty kurczak w chrupiącej panierce, z wypływającym ze środka masłem ziołowym, zanurzony w innej niż dzień wcześniej wersji kopytek, tutaj w towarzystwie słodkawego, pomidorowego sosu i plastrów cukinii liźniętej ogniem. Jeżeli są pośród Was tacy, którzy od kurczaka wymagają „czegoś więcej”, to jest to odpowiedź na takie potrzeby. Morszczuk był soczysty, w smacznej chrupiącej panierce, w towarzystwie alioli i sosu tatarskiego i tłuczonego grochu z ziołami. Sosów przydałoby się odrobinę więcej, bo cudnie z rybą się komponują. Szczególnie sos tatarski z „tajemniczym” składnikiem, dającym inny niż się przyzwyczailiśmy, intrygujący posmak dobrze rybie robi. Co to za składnik? Pytajcie na miejscu 😉 Do tego porządne, grube, smaczne fryty. Niepotrzebny za to był tłuczony groch, który nieco wysuszał całe danie. Zamiast niego fajnie byłoby powitać na talerzu smak zdecydowany, energetyzujący. Przed oczami od razu stanęły nam kapary.

Podsumowaliśmy ową ucztę deserami które… wyjęły nas z obuwia. Beza z kremem mascarpone i marakują, chrupiąca na zewnątrz, wilgotna w środku, świetny pomysł na kawior z marakui. Tarta z kremem limonkowym i sorbetem bazyliowym to strzał w sam środek tarczy – cudownie komponował się smak mango z nieoczywistym w deserach smakiem bazylii. Eklera wpałaszował w większości nasz towarzysz, ale udało się nam uszczknąć trochę i też był absolutnie fantastyczny. Wszystko podane z klasą cieszącą oczy.

Obsługa, jak zawsze, na topowym poziomie, a do tego sympatyczna, przyjazna i kompetentna. Pozdrawiamy Pana Michała, który śmigał z naszymi zamówieniami.

Podsumowując naszą dwudniową „wyżerkę” stwierdzić musimy, że czart w Czarciej namieszał. Wsadził ogon w starą kartę, zakręcił i wypuścił propozycje, które będziemy długo pamiętać i częstymi wizytami naszą pamięć sobie odświeżać. Nowa karta w Restauracji Czarcia Łapa to zdecydowanie to, na co czekaliśmy.

Enjoy!

 

Komentarze: 0