Restauracja Hotel Hampton by Hilton – kwaśne miny.
  • 10 kwietnia 2018 21:37
  • 10

Hotel Hampton by Hilton funkcjonuje już chwilę w Lublinie.  My do restauracji hotelowej mieliśmy parę podejść, ale zawsze coś stanęło nam na drodze. Znak? Być może… W końcu się udało dotrzeć. I cóż mamy?

Wystrój hotelowej restauracji

bardzo przyjemny, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jak na restaurację hotelową to oryginalny. Modne kolory, sporo zieleni i ciekawe formy, to wszystko towarzyszy gościom zaglądającym do gastronomicznego wnętrza hotelu.

Obsługa

O tak! To zdecydowanie plus tego obiektu. Przynajmniej my trafiliśmy koncertowo. Bardzo miła Pani Kelnerka, sprawna, komunikatywna i „poczuwająca się” co do jakości serwowanych przez siebie dań i potrafiąca zareagować w sytuacji gdy jednak „coś na kuchni poszło nie tak”. A poszło nie tak…

Jedzenie

Płynnie chcielibyśmy przejść do zachwytów nad jedzeniem, ale niestety… „Szczęśliwego” dnia mieliśmy okazję spróbować suma z komosą ryżową, kurkami i porem oraz sałatkę z indykiem, burakami i serem kozim. Ryba była naprawdę przyzwoita, ale dodatki jakby zupełnie z innej, odległej bajki. Komosy nie dało się zjeść, kwaśny smak był tak dominujący, że nawet męska część Enjoy, która zazwyczaj zjada z kronikarskiego obowiązku, nie była w stanie tego przełknąć. Marynowane kurki mocno octowe i do tego por, którego należało rzuć książkowo ok 35-40 razy to było już za dużo. Nie za bardzo rozumiemy filozofię tego dania. Kwaskowata panierka na bazie musztardy to udany zamiennik dla tej przeklętej cytryny, którą bardzo często można spotkać w towarzystwie dowolnej ryby. A potem znowu kwaśne (marynowane) kurki i komosa utopiona w jakimś upiornym kwasiborze udającym wino. Przełamaniem tego talerza z kiszonką miały być zapewne dwa nieszczęsne kawałki pora, z którego jedynie środek próbował bezsilnie spełniać swoją funkcję. W efekcie sum zjedzony, a reszta wróciła na kuchnię.

Sałatka również nie pieściła podniebienia. Była to zwykła, szybka sałatka jaką można zjeść w domu zalewając winegretem z torebki. Nic zaskakującego i specjalnie przyjemnego. Ot, nawrzucane składniki.

Dla porównania tydzień później w Restauracji Ferula w Hotelu Bacówka Radawa zamówiliśmy danie z dodatkiem komosy ryżowej aby się przekonać jak będzie wykonana – była obłędna. Następnie sałatki w Restauracji 2 Pi Er – niewiele składników, ale tak skomponowane, że chce się jeść do ostatniego kęsa. Podobnie w Hotelu Wieniawski lub Restauracji 16 Stołów sałatki to prawdziwa maestria. Można? Można.

Zapewne na kuchni w Hotelu Hampton by Hilton drzemie smaczny duch, tylko niech on nie zbacza na złą stronę mocy i nie brnie w przeciętna kuchnię hotelową, bo z pewnością nie tędy droga. My wyszliśmy z mocno kwaśnymi minami.

Komentarze: 10


10 comments on Restauracja Hotel Hampton by Hilton – kwaśne miny.

  1. Chyba najgorsza recenzja jaką czytałem. Piszecie, że por jest twardy i że marynowane kurki mają smak marynaty. A jak mają smakować? Jak patrzę na te zdjęcia, a służbowo często śpię w hamptonach, to wygląda to jak jedzenie w luksusie – normalnie hamptony mają mrożoną pizzę. Z ciekawości, ile kosztowało to danie?

    • To teraz niech Pan sobie przeczyta jeszcze raz i znajdzie, gdzie napisaliśmy, że marynowane kurki mają smak marynaty oraz czy problemem są marynowane kurki. Proponujemy czytanie ze zrozumieniem. Problemem jest całość – kwaśne kurki, kwaśna komosa, kwaskowata panierka ryby. Gdzie jest przełamanie? Gdzie kompozycja smaków? Wszystko jest kwaśne. I nie kurki były największym problemem, a tym bardziej nie smaczna ryba, a zepsuta komosa utopiona w kwaśnej mieszance wina i octu (bo zapewne ulało się z kurek do komosy przy nakładaniu). Pisze Pan, że napisaliśmy, że por jest twardy. No zgadza się, twardy i gdzie Pańska puenta? Mamy też rozumieć, że skoro w Hamptonach mają mrożoną pizzę, to super, że w Lublinie zepsuli danie, bo mogliśmy dostać pizzę? Gdyby tak było, to byśmy nie poszli. Szczególnie, że podobno Hampton ma kuchnię z ambicjami i chyba lepiej równać do góry, niż do dołu z mrożoną pizzą. Danie za 35 zł. Cena, jak cena. A co do jedzenia w luksusie, to sami nie wiemy jak to skomentować… Możemy Panu wysłać tak podrasowane zdjęcie każdego dowolnego świństwa, że będzie wyglądało jak z Michelina. Oczami Pan konsumuje?

      • Jestem bardzo zdegustowana poziomem odpowiedzi, której udzieliliście czytelnikowi. Jak można tak potraktować człowieka? Powinniście się wstydzić i przeprosić go za publicznie okazane chamstwo.

        • Pozwolimy i pozdrawiamy 🙂 Pytanie czym Pan poczuł się tak dotknięty? Że zwróciliśmy uwagę, że zarzuca nam Pan coś, czego nie napisaliśmy? A może, że nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że jak coś ładnie wygląda to od razu musi być smaczne? Mamy wrażenie, że po prostu Pan naszej recenzji nie przeczytał i postanowił wylać trochę jadu, ale nietrafnie. Powtarzamy zatem: nie pasuje nam koncepcja dania we wszystkich jego składnikach kwaśnego i nie rozkoszujemy się potrawą ewidentnie w części zepsutą i tak, por był twardy. I tak, chcemy aby restauracje w Lublinie równały w górę, a nie w stronę mrożonej pizzy.

          • Nie poczułem się dotknięty tym, co Państwo napisali. Poczułem się dotknięty tym, jak Państwo to napisali. Jestem wyjątkowo czuły na punkcie kultury wypowiedzi i nie toleruję hejtu. Państwa odpowiedź na mój komentarz nie spełniła standardów kulturalnej wypowiedzi, podobnie zresztą jak niektóre sformułowania w recenzji. Negatywna recenzja jest ok. jeśli Państwu nie smakowało lecz można to zrobić w sposób kulturalny, nie hejterski. Sądzę, że decydując się na działalność publicystyczną (w postaci bloga) należy zadbać o jakość tego, co się robi i jak się tego robi. Wymagacie Państwo od tej nieszczęsnej restauracji jakości w podawaniu potraw, my czytelnicy wymagamy od was – blogerów jakości w słowie pisanym. Ot i wszystko.

          • Drogi Panie. Zarzuca nam Pan słowa, których nie napisaliśmy i dziwi się Pan, że protestujemy? Komentarz jaki Pan napisał niestety wskazywał, że recenzja nie została przez Pana dokładnie przeczytana,dlatego apelowaliśmy o jej ponowne przeczytanie. Jeżeli było inaczej, zwracamy honor, ale pozostaje fakt, że pewne sformułowania z naszej strony nie padły. Poza tym prosimy o wskazanie gdzie w naszej recenzji jest hejt? Zachęcamy do poczytania bloga i z pewnością uzna Pan, że na blisko dwieście przeróżnych recenzji hejtu Pan nie znajdzie. Wręcz przeciwnie – staramy się czasami nawet zbyt życzliwie podchodzić do tego z czym się stykamy. Jeżeli krytykujemy, to również staramy się napisać, o co nam chodzi, a nie, że „było źle, bo tak”. Niestety, słowo pisane ma do siebie również to, że nie widać emocji, ani intencji, a z pewnością nie mieliśmy intencji Pana dotknąć. Jeżeli tak się stało, to przepraszamy. Recenzji będziemy bronić, bo konkretnie zarzucamy co było źle, nie piszemy, że kucharz do niczego, a danie z budki dworcowej. Tylko w skrócie – dobry sum w towarzystwie nietrafionych dodatków lub źle przyrządzonych. Przyzna Pan chyba, że ten sam przepis można wykonać koncertowo, jak i koncertowo spartaczyć. Pozdrawiamy!

  2. Drodzy Państwo, nie wiem. Nie jadłem tego dania, nie bylem w tej restauracji. Mówimy o warstwie językowej tylko i wyłącznie. Sformułowanie: „proponujemy czytanie ze zrozumieniem”, którego Państwo użyli jest obraźliwe, a przynajmniej mocno impertynenckie. Dajmy już spokój. Już późno.

    • Polecamy zatem spróbować. Może będzie Pan miał szczęście i danie się uda. Sformułowanie wynikało wyłącznie z faktu, że postawił nam Pan zarzut, który nijak nie wynikał z treści recenzji. „Chyba najgorsza recenzja jaką czytałem” ma dla nas podobny wydźwięk. Ale my się nie czepiamy. Dobrej nocy!