Restauracja Romantyczna, Warszawa – gorzki serwis, słony rachunek.
  • 30 września 2017 22:30
  • 0

Warszawa. Stolica. Miasto, gdzie miejscówek kulinarnych jest masę i można w nich przebierać jak w ulęgałkach, zatem konkurencja z pewnością jest spora. Tym razem trafiliśmy do samego serca – na Stare Miasto.

Łapiąc ostatnie promienie słońca zdecydowaliśmy się na ogródek na rynku. Po obejściu rynku wokół i pobieżnym rzuceniu okiem na menu padło na Restaurację Romantyczna. Zachęceni przez komunikatywnego Pana „Naganiacza” zajęliśmy stolik i zaczęła się nasza posiadówka… Słońce miło grzało, wpatrywanie w kamienice też miało swoje uspokajająco-relaksacyjne zalety, ale na bogów ile można? Kiedy już mieliśmy wychodzić w poszukiwaniu sprawniejszej obsługi, pojawił się Pan Kelner. Na naszą uwagę, że wybraliśmy chyba zły stolik, bo jesteśmy słabo widoczni odparł, że nie dostał informacji, że ktoś przyszedł i usiadł w tym miejscu – zatem wina jak się okazuje leży po stronie Pana „Naganiacza” 😉

Złożyliśmy zamówienie i nastawiliśmy się na kolejny odcinek czekania, ale ku naszemu zdziwieniu kawę i wodę dostaliśmy dość szybko. Kawa naprawdę dobra, woda zdaje się z drobinami złota (jak się potem okazało w cenie 20zł/0,75butelka). Pierwsze dania/przystawki to: krem z białych borowików i grasica. Krem – bardzo dobry, esencjonalny, aromatyczny, oliwa truflowa świetnie podkręcała smak. Grasica też niczego sobie, ładnie podana, przyrządzona w punkt, smacznie bardzo.

Dania główne, niestety, trochę rozczarowujące. Bigos (49zł – litości!) z kawałkami dziczyzny, podany w chlebie, w ilości mikro i pęczotto buraczane z serem kozim, również w ilości mini to z pewnością nie są dania warte swojej ceny. Owszem, smaczne, ale szanujmy się. Nie należymy do zwolenników jadła wylewającego się talerza, przeciwnie doceniamy danie pięknie podane w mniejszej ilości, ale w Restauracja Romantyczna to przegięcie w stosunku do ceny. Rozumiemy, że sąsiedztwo Fukiera może kogoś natchnęło do windowania cen, ale niech wszystko idzie w parze.

No i jeszcze obsługa. W Restauracja Romantyczna napiwek doliczany jest do rachunku. W porządku, nie jest to nowość, ale niech przynajmniej ten wymuszony „napiwek” idzie w parze z jakością obsługi. Jak ma się czuć klient, który ma zostawić tipa ludziom, którzy mają w d*** gości przychodzących do ich restauracji. Żeby bawić się w takie standardy, trzeba niestety sobą coś reprezentować. Kuchnia pomimo mikroskopijnych porcji dań głównych z pewnością udźwignie temat, natomiast obsługa w takim kształcie – zapewne nie. A jak wiadomo „dobry kelner” to połowa sukcesu. Nam tę dzisiejszą długą posiadówkę przy stoliku umilało słońce i hiszpańska muzyka grana na żywo, ale co w zimie? Kiedy przyjdzie nam czekać w środku lokalu, wpatrując się w sufit? Na naszych oczach co najmniej kilkanaście (tak, tak!) osób postanowiło zrezygnować po dłuższym oczekiwaniu. Przy takim podejściu nie wróżymy sukcesu. My z pewnością nie wrócimy, bo innych miejsc w Warszawie dostatek.

Komentarze: 0