Restaurant Week Lublin – Edycja Wiosna 2018
  • 29 kwietnia 2018 22:10
  • 0

Restaurant Week Lublin

– ten festiwal już na dobre wpisał się w kalendarz najważniejszych wydarzeń kulinarnych w naszym mieście. Wiosenna edycja, w której jako ambasadorowie wydarzenia uczestniczyliśmy bardzo intensywnie, okazała się bardzo mocna. Widać było, że restauracje bardzo ambitnie podeszły do zadania pod tytułem: „Zróbmy wrażenie na mieszkańcach Lublina”.

Zaczęliśmy przedpremierowo wizytą w Restauracji EGO w Hotelu Alter.

Tej wizyty byliśmy pewni, jak złota w szwajcarskim banku. Restauracja EGO zawsze trzymała bardzo wysoki poziom i dostaliśmy dokładnie to, czego oczekiwaliśmy – pyszną kuchnię i profesjonalny, sympatyczny serwis. Przystawki to: krem z marchewki z grillowanym serem halloumi oraz carpaccio z buraków z serem z mleka krów Montbèliarde plus słonecznik, rukola, dressing cytrusowy i chipsy czosnkowe. Startery wprowadziły nas w bardzo smaczny nastrój, a krem – mistrzowski. Potem pojawiły się policzek wieprzowy glazurowany w miodzie i chili, purée ziemniaczane, piklowana cebula i chipsy z selera oraz pstrąg, zielony groszek, sos maślany z atramentem kałamarnicy, rzodkiewka, oliwa koperkowa i purée z pieczonej dyni. Dość powiedzieć, że była to przesmacznie skomponowana serenada, niczym Ein kleine nachtmusik odgrywane pod oknem oblubienicy. Na koniec tego kameralnego koncertu mus z białej czekolady, biszkopt, sorbet malinowy, czekoladowa ziemia i beza, a druga propozycja to lody/sorbety własnej produkcji. Mus w nasze gusta trafił bardzo udatnie, a lody… jak lody – smaczne, ale tu zaskoczeń akurat nie było.

Moc zaskoczeń spłynęł na nas za to w Hotelu In Between.

Zaczęło się jak u kulinarnego Hitchcocka – najpierw oszołamiające pierwsze wrażenie, a potem napięcie rosło. Powitał nas sympatyczny i profesjonalny szef sali, poprowadził do elegancko przygotowanego stołu, a potem się zaczęło. Na start marynowane płatki polędwicy wołowej w popiele z trawy żubrowej oraz bukiet sałat z rucolą, pieczoną dynią piżmową i terriną z pomidora. Tym drugim Szef Kuchni pokazał, że można zrobić sałatkę w taki sposób, żeby ustawiać się do niej w kolejkę. Dania główne to bardzo pomysłowy przekrój z prosięcia (polędwiczka, boczek i ozór na różne sposoby) z makowym puree i sosem Dijon oraz pierogi z maślakami z puree morelowym. To co działo się w tych pierogach, przeszło nasze oczekiwania i pojęcie. Fan-ta-sty-czne!!! Zgodnie ulokowaliśmy je w gronie najlepszych, jakie w życiu próbowaliśmy. Prosiak, jak wspomnieliśmy, bardzo pomysłowy i smaczny, ale bez porównania z pierogami. Na koniec uraczono nas panna cottą z owocami leśnymi. Wyszliśmy z Hotelu In Between oczarowani kuchnią, podejściem, serwisem, smakiem, profesjonalizmem i wszystkimi NAJ, które cisnęły się nam na usta.

Następnie fine dining w Chapter One.

Tam chodzimy pobawić się jedzeniem. Mamy i babcie oczywiście zabraniają bawienia się jedzeniem, ale tam wręcz należy. Choć właściwie to dajemy się tam zabawiać. Chapter One to kulinarna celebracja – sposób przygotowania, kompozycja smaków, niecodzienne produkty, nieoczywiste połączenia i profesjonalny serwis z kulinarnymi opowieściami. Najpierw amouse w postaci vermuthowej galaretki na fantazyjnie wygiętej łyżce. Potem grzyby, kaczka, ziemniaki, kawa i anyż w postaci zupy, nowoczesność z tradycją w postaci wieprzowiny z kapustą włoską i nieco za kwaśny i nudnawy makaron chow mein. Na koniec feeria smaków i małych gastroeksplozji w deserze, w którym pojawiły się owoce leśne, lody szczawiowe, sos z pędów sosny i śmietanka. Cudna podróż, choć szczerze przyznajemy, że poprzednia, jesienna propozycja smakowała nam o wiele bardziej.

Kolejny koncert to etiuda na fortepian w Hotelu i Restauracji Piano.

Szef Kuchni Pan Piotr Huszcz odegrał nam przepiękny utwór w kuchni i na serwisie, gdzie opowiadał o podawanych nam przysmakach. Tym razem zabrzmiało regionalnymi produktami, szacunkiem do tradycji i przygotowania dań. Najpierw ravioli z halibutem i kawiorem z marchewki oraz parfait z wątróbki z indyka z marynowaną śliwką w occie, podawana na ziołowym toście z piklowaną cebulką i sosem tymiankowym – rozpływająca się w ustach. Uwielbiamy takie czary! Dania główne to filet z indyka sous vide w ziołowym pesto, z pęczakiem, smażonymi pomidorami koktajlowymi, espumą czosnkową i sałatką z młodych ziół oraz risotto z pieczonym bakłażanem sałatką z brokuła i kalafiora, chipsami z buraka chioggia i pudrem z buraka. Te smaczki, te nutki, te wrażenia na podniebieniu… Brawo! Na koniec desery, które mimo, że nie naszymi były smakami, to mistrzowskie wykonanie nie pozwalało nam przejść obok nich obojętnie – rurka z ciasta cygaretkowego z musem czekoladowym z koniakiem, żelem wiśniowym i pianą z mleka oraz torcik Sachera z migdałowym krokantem i morelowym coulis.

I grande finale w Hotelu Locomotiva.

Tam ugoszczono ambasadorów lubelskiej edycji Restaurant Week i była to wymarzona gościna. Załoga hotelu – Pani Właściciel, Pani Menadżer, Szef Kuchni i drużyna serwisu uraczyła nas pędzącym pendolino smaków i pomysłów. Na dzień dobry amousy, gdzie królował świetny tatar z sezonowanej wołowiny i panierowane kulki kaszankowe. Potem pojawił się kozi ser w buraku z selerem naciowym i gruszką oraz pierogi z gęsiną, sosem z piwa piernikowego, musem pomarańczowym i kiszoną rzodkiewką. Na dania główne: górka cielęca ze skorzonerą, musem z marchewki i botwinką oraz kotlet z batatów w towarzystwie frytek z buraka, sałatki z rucoli i buraka oraz puree z salsefi i pieczonego czosnku. Na koniec czekoladowy fondant i ptyś z musem z palonego orzecha z lodami herbacianymi. Ależ to była podróż! Będziemy ją jeszcze odbywać, bo część propozycji trafi do stałego menu, a my tylko czekamy, żeby znowu wyruszyć.

Tak. To był koncertowy tydzień. Chyba najlepszy z restaurantweekowych edycji, w których uczestniczyliśmy. Restauracje przygotowały się bardzo rzetelnie na festiwal, co zwiastuje, że jesienna edycja eksploduje jak IX Symfonia Beethovena.

W tej edycji naszym numerem jeden stała się filharmonia Hotelu In Between pod batutą Szefa Kuchni Pana Krzysztofa Gembala i Szefa Sali Pana Macieja Chabrosa.

Szykujcie się na jesienną edycję Restaurant Week Lublin. Na pewno będzie się działo!

Komentarze: 0