Sexy Duck Lublin – od tego wszystko się zaczęło!
  • 25 lipca 2017 22:38
  • 2

Restauracja Sexy Duck w Lublinie, a niegdyś Ivo Italian, to lokal do którego mamy swojego rodzaju „sentyment”, ponieważ to od recenzji funkcjonującego tam wówczas lokalu narodził się Enjoy. Nie była to pochlebna recenzja, ale nie za sprawą jedzenia (którego koniec końców nie uświadczyliśmy), ale za sprawą obsługi. Jednak było minęło, nazwa się zmieniła, ilość lokali do odwiedzenia w Lublinie jest na ukończeniu, więc postanowiliśmy „przemóc” złe wspomnienia i sprawdzić, jak jest teraz na ul. Zielonej.

Wnętrze lokalu jest fajne – trochę włoskich akcentów, dużo żywych ziół w doniczkach i, co ważne, całkiem pokaźny kącik zabaw dla najmłodszych. O ile wnętrze lokalu wygląda zachęcająco, to tego samego nie można powiedzieć o ogródku. Stoliki na dworze aż krzyczą o wymianę, bo wyglądają jak stare wysłużone stoły w lokalach kategorii „D”. Są za to obecne regały zacnie wyposażone w zioła, co ociepla smętny wygląd stolików.

Przybyliśmy do Sexy Duck Lublin w zasadzie ukierunkowani na makaron i takiego też wyboru dokonaliśmy. Ja zamówiłam carbonarę. Tamtejsza carbonara jest nieco inną wersją, niż znana wszystkim, tradycyjna, z boczkiem. W Sexy Duck Lublin podają ją z kaczką. Męska część Enjoye – poprosiła o makaron z owocami morza. Plus należy się za orzeźwiające dwie lemoniady: arbuzową i mojito. Lemoniady były ładnie podane, wyraziste w smaku. Fajna propozycja, szczególnie na upalne dni.

Makarony dotarły w dość krótkim czasie i miały się następująco: carbonara jak na nasz gust była za sucha. Lubię jak jest więcej jajek i parmezanu, co sprawia, że jest bardziej kremowo. Makaron był w porządku, ale kaczka, niestety, wysuszona na wiór. Pani Kelnerka co prawda poinformowała nas, że kaczka w tym makaronie ma być tak mocno wysmażona, ale w tym przypadku smakowała ona i wyglądała jakby już swoje odleżała. Z kolei makaron z owocami morza byłby naprawdę mocną pozycją, gdyby nie fakt, że sam makaron był rozgotowany. Reszta była bez zarzutu. Spora ilość dobrze przyrządzonych owoców morza, różnorodność „robactwa” (małże w dubeltowej ilości, langustynki, krewetki) i to w cenie UWAGA! – coś niewiele powyżej 20 zł.

Obsługiwała nas tym razem miła Pani. Było sprawnie i kulturalnie.

Sexy Duck z pewnością nie trzeba polecać, bo obłożenie lokal ma. Niskie ceny i spora ilość robią swoje. Chyba przydałoby się trochę więcej skupienia na kuchni, bo zauważone przez nas błędy są łatwe do wyeliminowania przy większej przytomności kucharzy.

Enjoy!

Sexy Duck Lublin

ul. Staszica 1/Zielona 22, Lublin

godziny otwarcia: pon-czw,ndz – 11.00-22.00, piąt-sob- 11.00-00.00

Komentarze: 2


2 comments on Sexy Duck Lublin – od tego wszystko się zaczęło!

  1. Ech… smutno się czyta te wypociny, może autor tego artykułu przyjmie wreszcie do wiadomości, że skoro jest pełno ludzi widocznie kucharze gotują smacznie. Wynika z tego, że my ciemny lud idziemy bo jest dużo a tylko jeden światły krytyk wie, ze nie jest. Może to właśnie z Tobą jest coś nie tak? może Ty właśnie nie masz smaku ani gustu? A może weź się do roboty i otwórz tą jedyną idealną restaurację w Lublinie. Skoro Ma Pan takie doswiadczenie wiedzę i smak na pewno się uda.. Więcej pokory a mniej grafomaństwa i bzdur przeniesionych z dennych programów telewizyjnych pseudo-kulinarnych.

    • Smutno się Pana czyta, Panie Krzysztofie. Według Pana podejścia do sztuki (tak właśnie – sztuki) kulinarnej, które jak widać wyraża się ilością ludzi, którzy bywają w danym przybytku, najsmaczniej gotują kucharze w McDonalds, KFC, Subwayu, tudzież w dowolnej kebabiarni pod dyskoteką. Zapewne jak dają Panu rozgotowany makaron w Sexy Duck, to delektuje się nim Pan, podobnie, jak spaloną kaczką. Z równą przyjemnością Pan za to płaci, zapewne. W sklepie również Pan wybiera zepsute produkty? A w aptece kupuje Pan rutinoscorbin na biegunkę? A gdyby Pan jeszcze nas trochę poczytał, to zapewne zauważyłby Pan,że NIGDY nie wylewamy hejtu, a wskazujemy błędy. I cieszymy się, jak następnym razem tych błędów nie ma. Taka jest i zawsze będzie filozofia naszej strony. A restauracji nie zamierzamy otwierać, bo dobrze żyjemy z czego innego. Ale Pan zapewne kupuje browar, żeby napić się piwa…