Fjallraven Classic – przygoda w Górach Skandynawskich.
  • 6 października 2016 12:35
  • 6

Szwecja/ Laponia – Góry Skandynawskie i Park Narodowy Abisko, czyli trekking w ramach Fjällräven Classic http://classic.fjallraven.com/. Szwedzka firma Fjallraven produkująca sprzęt turystyczny z wyższej półki organizuje co roku trekking o długości ok. 110 km, na terenie m.in. Parku Narodowego Abisko, około 200 km za kołem podbiegunowym. Wszystko zorganizowane jest po skandynawsku, czyli porządnie i czysto. Uczestnicy dostają mapę i książeczkę, gdzie zbierają pieczątki świadczące o zaliczeniu kolejnych etapów trekkingu. Wędrówka zaczyna się w lapońskiej wiosce Nikkolauokta i etapami po około 25-30 km wiedzie wokół najwyższego szczytu Gór Skandynawskich – Kebnekaise, a potem dolinami i przełęczami do miejscowości Abisko. Kto ukończy trekking w przepisowym czasie dostaje pamiątkowy medal złoty, srebrny lub brązowy trzeba ukończyć trekking w określonym limicie czasowym. Nam udało się przejść Fjallraven w 95 godzin, co potwierdza złoty medal na fotce. 

Wyruszyliśmy we czterech (ja i trzej moi kumple) i przez cztery dni mozolnie parliśmy od stacji do stacji przez surowe, ale fantastyczne górskie okolice. Mycie się obowiązuje, ale w górskich potokach albo w saunie fińskiej, która była na każdej stacji. Sauna w tych warunkach to nieziemsko fantastyczny pomysł. Po 30 km w nogach, rozgrzanie w łaźni z opcją zanurzenia się w górskim jeziorze otwiera całkiem nowe doznania. Sauna oczywiście koedukacyjna i wyłącznie na golasa, zatem, panowie, proszę już zacząć się interesować – panie stanowią duży procent uczestników 🙂 Oczywiście największą atrakcją jest sama natura. Rano przychodzą do namiotu renifery i króliki, a w czasie wędrówki można chłonąć niesamowite krajobrazy Gór Skandynawskich, gotować prowiant na prymusie i pić wodę z potoków z dodatkiem wspomagaczy z plecaka. Można też zastanawiać się „co mnie do cholery podkusiło, żeby się na to zdecydować”, kiedy doznaje się kryzysu, jak ja trzeciego dnia. Z resztą zaraz po ukończeniu obiecałem sobie, że za żadne skarby nigdy więcej, ale jak ochłonąłem, to zacząłem tęsknić.

Fjallraven Classic to też trochę walka z samym sobą 😉 Zero komórek, telewizji i kontaktu ze światem w ogóle, tylko dzika przyroda. Od razu uspokajam – to, że wędrówka jest 200 km za kołem podbiegunowym, to nie znaczy że są tam koszmarnie niskie temperatury i niedźwiedzie. Podczas naszego trekkingu temperatura w dzień dochodziła do 23 stopni na plusie, a misie są zdecydowanie dalej na północ. Jedynym koszmarnym utrapieniem są miliardy komarów, dlatego obowiązkowo należy się zaopatrzyć w dobre specyfiki. Polecam Ultrathon.

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany, to odsyłam na stronę Fjallraven Classic. Trekking organizowany jest w sierpniu, więc macie trochę czasu, żeby przygotować się fizycznie i psychicznie ponieważ zapisy zazwyczaj otwierają się na wiosnę. Wszystko to odbywa się w międzynarodowym towarzystwie, co może zaprocentować sympatycznymi kontaktami. Polecam, naprawdę warto !

Apropos międzynarodowych kontaktów. Chcielibyśmy zaprosić was na bloga projektu społecznego Choose Your Language. Celem projektu jest zachęcenie odbiorców do podjęcia świadomej decyzji o nauce nowego języka obcego oraz zaproponowanie sposób ich nauki. Na blogu znajdziecie interesujące artykuły, infografiki, ciekawostki lingwistyczne oraz dużo więcej: www.yourlanguage.pl

(zdjęcia Jakub S. i Andrzej P.)

1 2 8 7 6 5 4 3 9 10 11 12 13 img_20150828_154413

Komentarze: 6


6 comments on Fjallraven Classic – przygoda w Górach Skandynawskich.

  1. Przyznam się, że dla mnie to zupełnie nieznany sposób podróżowania, a może inaczej, niepraktykowany przeze mnie. Skandynawię miałam okazję odwiedzić, ale czysto turystycznie, po linii lotów tanich linii 😉

    • My również praktykujemy go dość rzadko, ale raz na jakiś czas porządna dawka eskapizmu jest jak znalazł. Za miesiąc brzydsza połowa Enjoye wyrusza na trekking wzdłuż Wału Hadriana 🙂

    • Też tak myślałem wybierając się tam. 200 km za kołem podbiegunowym robiło na mnie wrażenie… A tu się okazało, że temperatura miejscami sięgała plus 25 stopni,a największą zmorą były komary 🙂

  2. Chętnie wybrałabym się na wędrówkę tą trasą, ale w innym terminie, bez gromady ludzi wokół. Lubię taką dzikośč, przypomina mi to tydzień w najdzikszych górach Europy, bez kontaktu z cywilizacją. Wtedy też przeszliśmy ok 100 km, ale dosłownie góra – dół – góra – dół jak to w Gorganach. I też trzeciego dnia dopadł mnie kryzys. Siadłam na zwalonym pniu i płakałam. Ale cóż było robić, kiedy i z przodu i z tyłu 3 dni do najbliższej wioski 😉 Gdybyś by ciekawy to tu jest relacja http://www.biegunwschodni.pl/2012/05/gorgany-tydzien-w-najdzikszych-gorach.html