Andora – city break w Hobbitonie.
  • 7 października 2016 00:27
  • 21

Andora – miejsce, do którego zawsze chcieliśmy pojechać. Oczekiwaliśmy po tym maleńkim, schowanym w środku Pirenejów państewku jakiejś magii, której sami nie potrafiliśmy zdefiniować I nie zawiedliśmy się. Dotarliśmy tam nieco okrężną drogą – od strony Francji. Trasa od tej strony może jest nieco ciężka (kręta i stroma), ale za to podróż nią jest wyjątkowa jeżeli chodzi o widoki zapierające dech w piersi. Z kolei trasa od hiszpańskiej strony jest łatwa lekka i przyjemna, ale za to już nie tak malownicza. Jednak jeśli zafundować sobie niedługi wypad, to zdecydowanie z przelotem do Girony lub Barcelony, a następnie dobrą drogą do Andory.

To minipaństewko, trochę mniejsze od Warszawy położone jest w większości w wielkiej, górskiej dolinie i przypomina, tak wyglądem, jak i klimatem tolkienowski Hobbiton. Ludek jest tu przyjazny, wszystko jest przyjemnie „niewielkomiejskie” no i te widoki poprzeplatane średniowiecznymi (tak, tak !) akcentami. Budownictwo może trochę monotonne, bo wszędzie z szarego kamienia, ale nie po odkrycia nowoczesnej architektury jechaliśmy do Andory. Do tego wszystkiego oryginalna kuchnia – połączenie kuchni hiszpańskiej, francuskiej i włoskiej z domieszką dań z rusztu i grilla.

Parę słów o kuchni. Pojawiły się tu wina bliższe naszemu sercu i podniebieniu, bo hiszpańskie, zatem mogliśmy dla odmiany od francuskich podelektować się nimi. Jako pierwszą odwiedziliśmy Restaurację „Asador” w stolicy Andory – Andorra La Vella. Do wejścia do środka skusił nas przede wszystkim zapach i wystrój. Trochę drewna, mnóstwo luster, grille, porozwieszane nogi szynek i weseli kelnerzy biegający pomiędzy stolikami. Zamówiliśmy tapas w postaci hiszpańskich ziemniaczków patatas bravas ( nie mylić z naszymi 😉 ) z salsą, a na danie główne – grillowaną jagnięcinę (costelles) i stek wołowy również z grilla. To wszystko podsumowaliśmy regionalnym piwem. Począwszy od przystawki, która wbrew pozorom nie była ciężka, w wręcz przeciwnie – chrupiąca i aromatyczna, skończywszy na mięsach, które rozpływały się w ustach – wyszliśmy w pełni usatysfakcjonowani.

Kolejnym punktem kulinarnym – odwiedzonym dziś, była niewielka restauracja Bar-Restaurant Bonet ” w miasteczku Pal, która kompletnie nas zaskoczyła. Wstąpiliśmy tam na kawę przed zwiedzaniem, a okazało się, że atmosfera i gościnność właścicieli zatrzymała nas tam na dłużej. Po zamówionej kawie i kieliszku na ochłodę zapytaliśmy o tapas, nie licząc na wiele ponieważ godzina nie była jeszcze sprzyjająca jeśli chodzi o dostępność dań w normalnych restauracjach ( siesta). W odpowiedzi na nasze pytanie właściciel z rozbrajającym uśmiechem zawołał Męża do kuchni i pokazał Mu co może dla nas przyrządzić. Dostaliśmy cudowne małże, oliwki, ślimaki – carcoles de mar i oczywiście chrupiącą bagietkę – wszystko było pyszne ! i do tego zjedzone w rewelacyjnej atmosferze w otoczeniu pięknych widoków. Kolejnym zaskoczeniem był rachunek, tak niskiego jeszcze nie dostaliśmy i zapewne nie dostaniemy. Ehhh oby więcej tak cudownych miejsc.

 

Oczywiście po Andorze należy się też trochę pokręcić. Oznacza to właściwie, że w jeden dzień (góra dwa) można zaliczyć większość atrakcji tego miejsca. Nie mniej jednak warto. Warto poszukać średniowiecznych budowli, których w Andorze niemało. Mamy zagubione w malutkich miasteczkach niewielkie, romańskie kościoły. Same miasteczka wyglądają jakby je żywcem wyjęto ze średniowiecza. Większość miasteczek (polecamy Ordino i Pal) można przejść w około 10 minut. W Ordino trafiliśmy na festynik i pokaz lokalnych tańców, z kolei w Pal spędziliśmy nieco czasu na zwiedzeniu uroczego romańskiego kościółka, w środku malutkiego, zwartego kompleksu średniowiecznej zabudowy oraz trafiliśmy do niewielkiego muzeum, z jedną salką wystawową, gdzie można obejrzeć trochę pozostałości średniowiecznej historii Andory oraz makiety najstarszych budowli. Oczywiście podelektowaliśmy się także w Pal specjałami w wyżej opisanej restauracji Bonet. Naprawdę, zaczęliśmy się rozglądać za hobbitami… Darujcie przesadną może ilość zdrobnień w tej relacji, ale trudno ich w tym państwie uniknąć 🙂

 Stolica Andory – Andorra La Vella, ma trochę więcej wielkomiejskości, a to za sprawą sklepów wolnocłowych i rzeszy różnojęzycznych turystów, którzy przewalają się przez miasteczko. Zwiedzić oczywiście trzeba, powspinać się po stromych uliczkach też, nawet zajrzeć do bardzo przyzwoitego i wyróżniającego się architekturą aquaparku. My jednak uciekliśmy szybko do położonej 5 km na południe od stolicy Naturlandii. Jest to położony na górskich zboczach biopark z zoo na wolnym powietrzu oraz parkiem atrakcji (polecamy zjechać kolejką tobotronc – długa i przednia zabawa). Zwiedzenie zoo, gdzie wybiegi dla zwierząt są o wiele większe niż w tradycyjnych zoologach, oczywiście też. I jeszcze jedna ciekawostka – może i jest to państwo w wysokich górach, ale temperatura naprawdę dochodzi do wartości jak na zdjęciu.

Krótko pisząc – byliśmy Andorą zachwyceni. Miejsce trochę z innej bajki, trochę zatrzymał się tam czas, a trochę człowiek czuje się tam malutki jak hobbit, gdy wokół ściskany jest przez piętrzące się Pireneje. A jak sobie pomyślimy, co można tu robić w zimie i jak pojeździć na nartach, to już zazdrościmy tym, którzy tego doświadczyli. My kiedyś na pewno tu wrócimy. Zostawcie zatem z tyłu fantastyczną Barcelonę i głośne Lloret De Mar i udajcie się na północ, do Shire 🙂 Bardzo mocno polecamy !

Komentarze: 21


21 comments on Andora – city break w Hobbitonie.

  1. Gdy byłam mniejsza Andora kojarzyła mi się z wełną angorą. Nie znam nikogo,kto by tam był i szczerze powiedziawczy jest to wyzwanie, aby zobaczyć miejsce nietuzinkowe. Zachęcający opis, trzeba dodać to miejsce do MUST SEE!

  2. Z tymi hobbitami to nie przesada? Hobbiton był płaski jak patelnia, a Andora to same góry;) Poza tym z Andorą wiąże się masa ciekawostek – gdybyście pisali kiedyś jeszcze o niej, to polecam głębszy research. Andora wydawała Niemcom wojnę w początkach 2 wojny, i odwołała dopiero kilkadziesiąt lat później. Budżet zbrojeniowy Andory wynosi 4,90$. Itd itp, naprawdę warto zgłębić;)

    • Hobbiton w sensie, że ludek tutaj trochę izolowany przez co zdaje się nieco na uboczu ogólnoświatowych problemów 😉 A jeśli chodzi o ciekawostki, to jest ich znacznie więcej i warto je zgłębić, ale w naszych skróconych relacjach miejsca za mało. Można zgłębiać Andorę od strony średniowiecznej (a jest co) administracyjnej (monarchia konstytucyjna z dwoma monarchami, a jakimi to warto sprawdzić oraz co tak naprawdę robią policjanci w Andorze), narciarskiej itd. Dlatego namawiamy, aby Andorę sprawdzić samemu, my tylko staramy się podrażnić pragnienia 😉

  3. Nie miałam okazji nigdy być! Bardzo mi się te rejony marzą. Dzięki za bogaty w wiedzę wpis! p.s Wieżyczki jak z Gruzji 🙂

  4. Wcale się nie dziwie, że byliście zachwyceni, to wszystko wygląda genialne. Można się zakochać od pierwszego wejrzenia 🙂

  5. Do Andory pojechaliśmy dla gór 🙂 I właśnie przez Hiszpanię, tyle, że drogami krajobrazowymi 🙂 Nasza kupiona jeszcze na lotnisku mapa podpowiedziała nam świetną trasę i widoki były naprawdę rewelacyjne. A sama Andora- coś pięknego!

  6. Ah, Andora! Kiedyś na pewno tam pojadę 🙂 Uwielbiam tapas i caracoles del mar 😀 (znajomi mówią, że ślimaki są obrzydliwe i nie rozumieją jak ja to mogę jeść haha) PS. Bardzo fajna relacja 🙂 Poczułam się jak w Andorze

    • Polecamy zdecydowanie. I romantycznie może być i światowo trochę. Po narciarsku, średniowiecznemu, przyrodniczemu, rodzinnemu… Wszystko w malutkim, świetnym kraiku 🙂

  7. Podoba mi się ta inna bajka. Zdjęcia sa bardzo fajne,k więc przypuszczam, że cały wasz wyjazd był bardzo ekscytujący i malowniczy 🙂