Mediolan – mekka zakupoholików.
  • 9 października 2016 00:14
  • 7

Mediolan. W ramach dłuższego wyjazdu dotarliśmy do stolicy Lombardii. Pogoda była troszeczkę za gorąca na zwiedzanie, ale pewne punkty programu założyliśmy sobie wyrobić zatem ruszyliśmy w drogę. Wystartowaliśmy z Via Pioppette i placyku przy bazylice św. Wawrzyńca (jak się potem okazało chyba najsympatyczniejszego placyku w Mediolanie). Dotarliśmy dość szybko do Duomo – pięknej katedry i wizytówki Mediolanu. Warto budowlę ową zobaczyć nie tylko w całej okazałości, ale też i w detalach, więc postanowiliśmy zobaczyć muzeum katedry mieszczące się nieopodal. Ciekawie było zobaczyć detale, które ozdabiają gmach katedry, ale jeżeli byśmy tam nie zawitali, to nasze życie z pewnością nie stałoby się uboższe. Do środka katedry postanowiliśmy wejść następnego dnia – stroje mieliśmy nieodpowiednie, a wpuszczające tam służby skrupulatnie pilnowały dresscodu.

 

Skierowaliśmy się zatem do Galerii Wiktora Emanuela II. Zobaczyliśmy sobie torebki Prady za 2000 Euro i LV za 3000 Euro. Mam kochaną żonę – sam znaczek LV albo Prady nie powoduje u niej sraczki. U mnie z kolei nie wywołał mdłości. Po wyjściu z Galerii zawadziliśmy o pomnik Leonarda Da Vinci i obok La Scali podążyliśmy do Zamku Sforzów. Zamek duży i warto przezeń się przespacerować do parku Sempione. Ludzie leżą sobie tam na kocykach na trawce, wokół łażą kaczki i gołębie, a straż miejska nie wlepia mandatów za deptanie zieleni. Jak zauważyliśmy straż miejska nie gania również ulicznych grajków. Cóż, zapewne polska straż miejska musi do pewnych rzeczy dorosnąć. Po tak intensywnym spacerze wróciliśmy ulicami Via Dante i Via Torino do apartamentu zregenerować siły na wieczorne szukanie mediolańskich wrażeń. Wieczorem siedliśmy w sympatycznej restauracji o nazwie Rugantino. Wcześniej siedzieliśmy tuż obok w czymś o nazwie Ralph’s, ale wygoniła nas stamtąd indolencja obsługi. Tam nie polecamy.

 

Następnego dnia zaliczyliśmy wnętrze Duomo. Warto. W tym miejscu gotyk trochę oszałamia, a trochę przytłacza. Jak już nas gotyk oszołomił całkowicie, to przespacerowaliśmy się przez „Złoty Kwadrat”, czyli mekkę zakupowiczów, a właściwie zakupoholików. Prada, McQuinn, Gucci, Armani, Jimmy Choo, Agent Provocateur itd. się tam mieszczą i osłabiają cenami. Za Złotym kwadratem mieści się miejski park, ale fajniejszy był ten z wczoraj, Sempione, więc to tam poszliśmy z kocykiem. Po dwugodzinnej sjeście wypełnionej leniwym przyglądaniem się zamkowi Sforzów w oddali, parkowym zwierzakom i konsumowaniem zakupionych smakołyków, przespacerowaliśmy się jeszcze po Mediolanie kompletując całość po nim wycieczki.

 

Niestety, Mediolan nieco nas rozczarował. Niby piękna architektura i budowle, niby blichtr sklepów topowych projektantów, ale czuliśmy się trochę tym zmęczeni, poirytowani włoską indolencją i cwaniactwem (wynajmująca apartament po prostu nas oszukała) i właściwie z radością oddaliliśmy się do Francji. Warto zobaczyć Mediolan, ale żeby tam wrócić ? Na pewno nie.

Komentarze: 7


7 comments on Mediolan – mekka zakupoholików.

  1. Mnie bardziej niż Mediolan zauroczyło pobliskie Bergamo! Mimo wszystko warto zobaczyć w Mediolanie Duomo i La Scale.

    • Bergamo nam się nie udało z uwagi na napięty plan, ale może kiedyś ? Jak nam trochę poirytowanie na Włochów przejdzie 😉

  2. W Mediolanie byłam tylko przez pół dnia, bo celem naszej wycieczki było Jezioro Como, ale i tak bardzo podoba mi się to miasto:)

    • Nad Como to my się dopiero wybieramy. Mamy nadzieję, że się uda w najbliższej przyszłości (z przybiciem piątki Clooneyowi 😉 )

    • Duomo z zewnątrz jest tak imponująca, że wewnątrz może nieco rozczarować, ale i tak warto zajrzeć do środka 🙂