Roztocze Wschodnie – ucieczka w zaginiony świat.
  • 24 listopada 2018 21:38
  • 0

Raz na jakiś czas tak mamy – przenieść się w inny świat.

Uciec. Szukamy wtedy miejsca idealnego żeby się zaszyć. Albo zanurzyć. Tym razem padło na skraj Polski – Roztocze Wschodnie, zwane Południowym.

Bazę obraliśmy w miejscowości Horyniec-Zdrój.

Cichym uzdrowisku, gdzie diabeł mówi dobranoc spacerującym kuracjuszom. Wnikliwe przestudiowanie map i opisów okolicy pozwoliło na zaplanowanie samochodowo-pieszej wycieczki.

Z Horyńca kierujemy się do Radruża.

Tam natychmiast nadziejemy się na roztoczańską magię, która złapawszy, puści dopiero po powrocie do domu. Oczom naszym ukazuje się fantastyczna Cerkiew św. Paraskewy wpisana na listę UNESCO. Właściwie jest to otoczony kamiennym murem z połowy XIX w. zespół cerkiewny, na który składa się cerkiew, wolno stojąca dzwonnica oraz murowany i obronny dom diaka. Nieopodal są dwa cmentarze, z których jeden, schowany na wzniesieniu pośród drzew, robi niesamowite wrażenie. Tuż obok cmentarza piękne uroczysko z tajemniczym wodnym zakątkiem.

Z Radruża przenosimy się kilkanaście kilometrów na północ, machając po drodze szkockim bydlątkom wałęsającym się bezpańsko po jezdni.

Docieramy do Niwek.

W pobliżu zielonego szlaku porzucamy samochód i przekraczając stromy wąwóz docieramy do położonego na wzgórzu kolejnego magicznego miejsca. To Świątynia Słońca, która niegdyś była świętym miejscem, gdzie czczono Starych Bogów. Głównym punktem grupy wapiennych kamieni jest spory głaz z otworem przechodzącym na wskroś. Oddajemy w ciszy hołd Bogom i duchom tego miejsca i kierujemy się znowu na północ.

Przecinamy miejscowość Werchrata i kierujemy się na miejscowość Mrzygłody. Chwilę po zjechaniu z głównej szosy na Narol, zostawiamy samochód na początku Szlaku Brata Alberta. Idziemy pięknym lasem poprzecinanym polanami do ruin monastyru.

Po drodze mijamy ślady dawnej ludzkiej obecności – dzikie jabłonie na leśnej polanie, stara kapliczka, kamienne murki…

Monastyrz.

Po czterokilometrowym marszu pod górkę, w klimacie nieco bieszczadzkim, docieramy do Monastyrzu i ruin monasteru, od których nieistniejąca już miejscowość wzięła swoją nazwę. Właściwie niewiele tam zostało. Pozostałości murów, piwnice (lepiej nie wchodzić), cmentarzyk, ukraiński pomnik. Nic nie zakłóca kontemplacji o dawnych dziejach. Nieopodal była kiedyś również pustelnia brata Alberta Chmielowskiego, świętego Kościoła Katolickiego. Teraz w tym miejscu wyrósł betonowo-drewniany potworek. Niezbyt warto go tutaj przedstawiać.

Wracamy do samochodu aby powłóczyć się po urokliwych roztoczańskich wioseczkach. Jedziemy w kierunku Narola. Robimy mały przystanek parę kilometrów za Monastyrzem i rzucamy okiem na Diabelski Głaz, do którego trzeba dojść przez potworne chaszcze. Sprawia to, że kilkaset metrów trzeba mozolić się przez kilkanaście minut.

W końcu trafiamy do Łówczy.

Tam podziwiamy piękną cerkiew greckokatolicką św. Paraskewy (znowu) postawioną w 1808 r.

Szosą z Łówczy kierujemy się na Hutę Złomy i natrafiamy na fantastyczny widok na Wielki Dział i czający się za nim Długi Goraj, czyli kolejno drugi i pierwszy pod względem wysokości szczyt Roztocza.

Skręcamy ostro na Stare Brusno i podziwiając zza szyby rajskie wręcz obrazki roztoczańskich lasów jedziemy na południe.

Parkujemy w końcu pod kolejną piękną cerkwią w Starym Bruśnie. Niestety, choć właściwie stety cerkiew przechodzi kapitalny remont, więc można ją podziwiać tylko z zewnątrz. Malutka, piękna, misterna.

Głodniejemy, więc kierujemy się do Baszni Dolnej.

Tutaj już mniej lasów i płasko, ale wciąż uroczo.

Trafiamy do Kresowej Osady. Na pierwszy rzut oka trochę dziwnie – ogrom terenu, gdzieniegdzie porozrzucane budynki wokół wielkiego placu. Skierowaliśmy się do restauracji w dworkowo wyglądającym budynku.

W środku również dworkowo, ale karta wydaje się interesująca. Zamawiamy uchę oraz pierogi z gęsiną i borowikami i lądujemy w roztoczańskim, kulinarnym niebie. Coś fantastycznego!

Tak pokrzepieni jedziemy jeszcze do Huty Kryształowej,gdzie znowu natykamy się na piękne obrazki i ruiny starej gorzelni. A potem lasem z powrotem do Horyńca.

Roztocze Wschodnie – taki weekend na skraju kraju to fantastyczna dawka wrażeń. Tu przeplatają się różne kultury, różne ścieżki, przepiękne obrazy. Proponowaną przez nas wycieczkę można odbywać w jeden dzień, ale lepiej w dwa, aby móc wchłonąć porządną dawkę Roztocza. Magii tych terenów nie zapomnicie nigdy!

Komentarze: 0