Kreta – mieszanka kultur w starożytnym sosie.
  • 28 września 2016 09:57
  • 4

Po raz drugi w przeciągu trochę ponad roku trafiliśmy do Grecji, tym razem na Kretę. Postanowiliśmy skorzystać z wypoczynku zorganizowanego (czego zazwyczaj nie robimy) i postawiliśmy na Itakę. Przekonał nas wylot z lubelskiego lotniska. Jak to jednak z touroperatorami czasem bywa, wylot przeniesiono do Warszawy. Na szczęście Itaka stanęła na wysokości zadania, zaproponowała zniżkę i darmowy parking, więc zostało wybaczone. Trafiliśmy do hotelu Santa Marina Beach & Pearl (więcej tutaj: http://enjoye.pl/hotels/santa-marina-beachpearl-chania-kreta-na-wlasna-odpowiedzialnosc/) położonego w Agia Marina, kilkanaście kilometrów od Chani. A oto zaliczone przez nas atrakcje:

Być na Krecie i nie zanurzyć się choć na chwilę w jej starożytnych dziejach to jak być w Paryżu i nie zobaczyć Wieży Eiffla, czyli wstyd. Ruszyliśmy zatem na dwudniową wycieczkę do Heraklionu (Iraklionu), największego miasta Krety. Miasto w większości jest mało interesujące, a wszystko, co można tam zobaczyć mieści się w obrębie historycznych murów miasta, wzniesionych przez Wenecjan. Można pokusić się o mały spacer w trójkącie Fontanna Morosini – Rocca Al Mare – Muzeum Archeologiczne. Pierwsza z atrakcji to niewielka, ale bardzo ładna i ciekawa fontanna z XVII w. znajdująca się w centralnym punkcie „starego” Heraklionu. Rocca Al Mare (tudzież Kastro Koule) to średniowieczna, wenecjańska twierdza broniąca dostępu do portu. Wrażenie robią i fale rozbijające się o mury twierdzy, jak i smrodek dobywający się od cumujących w mocno zanieczyszczonej części portu kutrów. Najważniejszym punktem wizyty w Heraklionie jest oczywiście muzeum archeologiczne, gdzie na dwóch kondygnacjach dobrze rozplanowanego dla zwiedzających budynku znajduje się bardzo bogata kolekcja kreteńskich starożytności, na czele z dyskiem z Fajstos. Ważna informacja – można kupić łączony bilet do muzeum i Knossos.

dsc06242 dsc06243 dsc06295 dsc06299 dsc06298 dsc06274 dsc06273 dsc06269

 

Około 6 km na południe od średniowiecznego centrum Heraklionu leży miejsce, które zazwyczaj jest najważniejszym celem wizyt na Krecie. Knossos, czyli częściowo odrestaurowany pałac z czasów kultury minojskiej, datowany na okres sprzed około 4000 lat. Obok ateńskiego Akropolu oraz Myken to chyba najbardziej rozpoznawalny symbol starożytnej Grecji. Zdecydowanie polecamy odwiedzić to miejsce, gdzie patrzy na nas czterdzieści wieków i zapomnijmy, że spora część kompleksu wygląda tak, jak to sobie wyobrażał Artur Evans- odkrywca i wieloletni badacz Knossos. Budowla naprawdę robi wrażenie. Zwiedzanie koniecznie zaplanujcie na godziny poranne. My pojawiliśmy się o 8.30 rano i bez problemów weszliśmy na teren pałacu. Dzień wcześniej za to mieliśmy okazję przyjrzeć się koszmarnej kolejce tłoczącej się w trzydziestu stopniach o trzeciej po południu. Rano słońce tak nie pali, co jest również niebagatelną korzyścią i zwiedzanie jest całkiem przyjemne. Oczywiście dla maniaków starożytności na Krecie jest jeszcze parę interesujących punktów jak Fajstos, czy Aptera, ale nie zobaczyć Knossos to znaczy nie zobaczyć na Krecie niczego.

14002392_1435854139774449_1374435840_o-kopia 14012502_1435853846441145_310521060_o-kopia 14002374_1435854336441096_680138962_o-kopia 14044953_1435853773107819_22100653_o-kopia

Jest na Krecie pewne miasto, którego nie mieliśmy w planach, ale tak wyszło, że przypadkiem tam trafiliśmy. Rethymno to trzecie pod względem wielkości miasto Krety po Heraklionie i Chani, a położone jest w połowie drogi między nimi. Pierwsze, co rzuca się w oczy po wjechaniu w granice miasta, to powenecka forteca broniąca miasta od strony morza. Nowa część Rethymno, tak jak nowe części we wszystkich greckich miastach, które odwiedziliśmy – kompletnie nieinteresująca. Pięknie zaczyna się robić dopiero na położonej u stóp twierdzy starówce. Zwiedzaliśmy po południu, więc turystów na ulicach nie było jeszcze tak dużo, dzięki czemu mogliśmy pobłąkać się trochę wśród sympatycznych, kolorowych zaułków, po krętych wąskich uliczkach oblepionych najróżniejszymi straganami i knajpkami, pooglądać małe sklepiki. Jest trochę zabytków poweneckich, trochę potureckich, jest też małe muzeum sztuki nowoczesnej, do którego nie polecamy wstępować, chyba że jest się prawdziwym koneserem sztuki pod tytułem „plama na ścianie” ;), można za to zwiedzić twierdzę lub obejrzeć niewielki, ale ciekawy meczet. Wizyta w Rethymno bardzo miło nas zaskoczyła, bo urocze to miasto, a oprócz tego jest tam fantastyczna, położona w przepięknym miejscu restauracja pod nazwą Prima Plora (więcej tutaj: http://enjoye.pl/restaurants/prima-plora-rethymno-kreta-owoce-morza-przy-szumie-fal/)

dsc06382 14037413_1435375209822342_1226376367_o-kopia 14037366_1435409183152278_1472715776_o-kopia 14012970_1435483203144876_1853716910_o-kopia 14012871_1435480189811844_348695653_o-kopia 14012857_1435467309813132_1489249690_o-kopia dsc06485 14012460_1435483106478219_1454995189_o-kopia 14001881_1435375166489013_3890841_o-kopia

Ostatnim punktem naszej kreteńskiej eskapady była Chania, czyli drugie co do wielkości miasto na Krecie. Jak to w dotychczas odwiedzonych przez nas greckich miastach bywało, poza ścisłym centrum w Chani nie ma zupełnie nic interesującego. Ciekawie zaczyna się robić, gdzieżby indziej, w obrębie poweneckich murów miasta. Podejścia do miasta wykonaliśmy dwa – najpierw „by night”, a następnego dnia „at high noon”, mamy więc lekko szersze rozeznania. W nocy Chania zamienia się w wielki, głośny jarmark, gdzie na ulicach i uliczkach tłoczą się turyści, z tawern i restauracji wylewają się goście, a zewsząd napadają przeróżne nawoływania, a to sprzedawców wycieczek czy sztucznych pomidorów, albo walących w dzwonki woźniców bryczek. Do zwiedzania męka, do imprezowania raj. Ponieważ chcieliśmy jednak pozwiedzać uciekliśmy szybko i wróciliśmy za dnia. Zaczęliśmy od zachodniej strony starego portu, który robi trochę przytulne, a trochę imponujące wrażenie. Nabrzeże oblepione jest wszelkiej maści gastronomią – od podłych bułek z mięsem, przez sympatyczne tawerny, do eleganckich i nowoczesnych restauracji. Polecamy jednak zagłębić się trochę w chańską starówkę. Wąziutkie zaułki, a w nich przylepione stoliki małych tawern, wąskie uliczki w wylewającymi się ze sklepików pamiątkami, różnego rodzaju punkciki, straganiki, zapachy i kolory bugenwilli przypominają nieco ateńską Plakę. Oprócz tego zapewniają trochę chłodu lub przyjemnego przystanku w knajpce na coś zimnego. Miło jest w Chani połazić i trochę się zagubić wśród uliczek. Nam się podobało 🙂

dsc06429 dsc06430 dsc06435 dsc06464 dsc06425 dsc06393 dsc06422

Komentarze: 4


4 comments on Kreta – mieszanka kultur w starożytnym sosie.

  1. Zabawna sytuacja z tą Chania, przeważnie turyści dominują w dzień, a tutaj takie oblężenie nocą. Musi być kolorowo i gwarnie 🙂

  2. W tym roku chcialabym właśnie wybrać się na Krete. Świetnie piszesz…aż zapragnelam wajacji

    • Dziękujemy 🙂 Na Krecie polecamy przede wszystkim Knossos, Heraklion, Rethymno i Chanię. I koniecznie restaurację Prima Plora w Rethymnie! 🙂