Teneryfa – Na emeryturę jadę…
  • 28 stycznia 2019 22:19
  • 2

Teneryfa

Powiedzmy sobie szczerze: zima to nie jest nasza ulubiona pora roku. Postanowiliśmy więc w środku stycznia pożegnać zimę i wybór padł na Teneryfę. To był dobry wybór!

Teneryfa zimą to coś jak maj w Polsce.

Nam trafiło się między 20, a 27 stopni w dzień i około 14 w nocy. Czyli idealnie. A co zobaczyć na tej pięknej i różnorodne wyspie? Oto nasze „must see” na Teneryfie:

Park Narodowy Teide

Właściwie trudno nie zobaczyć głównej atrakcji tego miejsca. Czynny wulkan Teide widoczny jest z każdego miejsca na Teneryfie i przepięknie nad nią góruje. Do tego właściwie rządzi całą wyspą. To właśnie tym 3718 metrom nad poziomem morza Teneryfa zawdzięcza chłodniejszą, ale piękniejszą północ i gorące, surowe południe.

Do Parku można dojechać od strony północnej, co polecamy posiadaczom mocniejszych nerwów i silników, lub od zachodniej. Więcej emocji z pewnością dostarczy pierwsza opcja. Jadąc od miasteczka Orotava mieliśmy wrażenie, że poruszamy się pionowo. Potem jadąc na zachód będziecie mieli piękny widok na Gomerę.

Na wysokości 2000 m wjeżdżamy do ogromnej kaldery Las Canadas, gdzie króluje krajobraz marsjański. Stamtąd, otoczony niesamowitymi widokami i formacjami skalnymi strzela na 1500 m w górę stożek Teide.

Na szczyt można dostać się kolejką linową, na którą bilety polecamy zakupić przez internet, bo tłok tam niemiłosierny. Polecamy też porządnie się ubrać, bo temperatura zazwyczaj jest ujemna i przygotować na nieprzyjemności związane z wysokością i wyziewami wulkanicznymi. My postanowiliśmy podziwiać wulkan u podnóża.

Los Gigantes

Jadąc od strony północnej El Teide można trafić do położonych na zachodzie wyspy Los Gigantes, czyli najwyższych klifów na wyspie, osiągających wysokość 600 metrów. Możecie zatrzymać się w miasteczku Puerto Santiago, osiąść na czarnej lub skalistej plaży i podziwiać gigantyczne ściany wsłuchując się w łoskot fal.

Masca

Kierując się na północ od Los Gigantes trafimy do Masca. Zdecydowanie polecamy to miejsce i to właśnie jadąc od południa. My jechaliśmy od północy i było to dość stresujące dla małego Yarisa, którym podróżowaliśmy. Serpentyny i wysokości doprowadzały do obłędu. Jednak widoki wynagrodziły nam wszystko. Masca to wioska i kanion gdzie krajobrazy zapierają dech w piersiach. Wąwozem można udać się na trekking albo po prostu przysiąść gdzieś na jego zboczach i kontemplować.

Santa Cruz i Puerto de la Cruz

Dwa najciekawsze miasta Teneryfy, oba położone na północy wyspy. Stolica Wysp Kanaryjskich Santa Cruz to właściwie typowe miasto śródziemnomorskie (choć w tym wypadku nad oceanem), bez wielkich atrakcji, za to z przyjemnymi miejscami do spacerowania, zjedzenia lub odpoczywania.

Polecamy fantastyczną, i z tradycjami, restaurację La Hierbita.

Puerto de la Cruz to z kolei miasteczko „kurortowe”, o malutkim, ładnym ‚starym mieście” i ciekawym nabrzeżu z czarnym plażami, kamienistymi zatoczkami i basenami z morską wodą.

Nas urzekł Starbucks (tak, wiemy, jak to brzmi) w zabytkowym, typowym, teneryfskim domu.

Loro Park i Siam Park

To najsłynniejsze, turystyczne atrakcje Teneryfy. Loro, położony na obrzeżach to wielki ogród zoologiczny. Niestety nie brakuje tam rozrywek w stylu ” pokazy z orkami, fokami i delfinami”, czego nie popieramy. Wam zostawiamy decyzję czy warto się tam udać, ale generalnie można tam spędzić cały dzień i na każdym rogu jest to oferowana atrakcja. Mają piękne ogrody i niesamowitą aranżację „wodno-roślinną”, ale część ze zwierzętami, to już zdecydowanie nie nasza bajka.  Siam Park położony na południu to wielki park wodny, gdzie cały dzień również przeleci w oka mgnieniu.

Na Teneryfę postanowiliśmy pojechać z Itaką, której daliśmy ostatnią szansę po gigantycznej wtopie z Kretą.

Tym razem hotel La Quinta w opcji ze śniadaniami okazał się całkiem niezłym wyborem. Położenie bardzo ładne, na klifie z fantastycznym widokiem na ocean, Teide i Puerto de la Cruz. Dojazd do oddalonego o 10 km Puerto łatwy i szybki, a spod hotelu do centrum miasta kursuje bezpłatny autobus. Pod hotelem jest też bezproblemowa i niedroga wypożyczalnia samochodów, z której zdecydowanie skorzystaliśmy.

Apartamenty przestronne i, co ważne, wyposażone w kuchnię. To pozwalało nam na szaleństwa w postaci wszelkiej maści owoców morza.

Na koniec musimy stwierdzić, że Teneryfa to idealne miejsce na emeryturę! Zapewne tak również sądzą hordy niemieckich emerytów, których na wyspie w bród. Wieczna, kanaryjska wiosna zapewnia całoroczny błogostan, ceny nie zwalają z nóg, a i jodu można się nawdychać. „Kompaktowość” Teneryfy, którą wokoło można objechać w jedno popołudnie (około 250 km) powoduje, że właściwie wszędzie jest blisko, a i różnorodność klimatu i krajobrazu powoduje, że jest ciekawie. A tak serio – Teneryfa to naprawdę dobry pomysł i na wyjazd zimą, i na jesień życia.

Komentarze: 2

2 comments on Teneryfa – Na emeryturę jadę…